„Tak. I nie wypuszcza mnie aż do rana. Czasami najpierw przynosi krakersy albo kanapkę. Czasami zapomina”. Jego głos stał się cichszy. „Kiedy zapomina, strasznie boli mnie brzuch”.
„A co z twoją mamą?”
„Śpi cały czas. Nie budzi się, kiedy na nią krzyczę”. Spojrzał na czapkę bejsbolówkę. „Derek powiedział, że nie mogę już chodzić do szkoły, bo za dużo gadam, a nauczyciele zadają pytania”.
Poczułam coś zimnego i twardego w piersi. „Byłaś odważna, dzwoniąc do mnie dziś wieczorem”.
„Naprawdę się przestraszyłam. Słyszałam furgonetkę Dereka i musiałam błyskawicznie schować telefon”. Dotknął czapki bejsbolówki. „Trzymałam ją i myślałam o tacie. Pomyślałam, że może przyjdziesz, jeśli ci powiem”.
„Jestem tu i zabieram cię ze sobą”.
„A co, jeśli Derek powie nie?”
Wstałam, trzymając go na biodrze. Moje plecy zaprotestowały, ale nie obchodziło mnie to. „On nie ma nic do powiedzenia”.
Dotarliśmy do korytarza, gdy usłyszałem trzask otwieranych drzwi wejściowych na dole. „Co do cholery?” – bełkotliwy, gniewny męski głos. „Kto wybił mi cholerne okno?”
Derek. Szedłem dalej w stronę schodów, a Liam zaciskał ręce na mojej szyi. Derek pojawił się na dole, chwiejąc się. Był rosłym mężczyzną, miał ponad metr osiemdziesiąt, z brzuchem zwisającym mu z paska. Spojrzał w górę i nas zobaczył.
„Judith?” Złapał się poręczy. „Co robisz w moim domu?”
Powoli schodziłem po schodach, moja rozcięta dłoń zostawiała krwawe smugi na białej farbie. „Zabieram go ze sobą”.
„A ty, do cholery?” Ruszył w naszym kierunku. „Włamałeś się do mojego domu. Dzwonię na policję”.
„Dobrze” – powiedziałem, mijając go. „Już to robię”. Weszłam do salonu, wyjęłam telefon z kieszeni płaszcza i wykręciłam numer 911, włączając głośnik.
„911, jaki jest stan wyjątkowy?”
„Nazywam się Judith Morrison. Jestem pod adresem Pine Street 247. Potrzebuję policji i karetki. Mój wnuk został zamknięty w pokoju i zagłodzony. Jego matka jest nieprzytomna”.
Twarz Dereka zbladła, a potem poczerwieniała. „Nie możesz…”
„Jest tu też pijany mężczyzna, który mi grozi”.
„Proszę pani, czy jest pani w bezpośrednim niebezpieczeństwie?”
„Nie, jeśli się nie ruszy”.
„Jednostki są w drodze. Proszę pozostać na linii”.
Leave a Comment