Obserwowałam twarz Juliana na ekranie. Nawet nie mrugnął. Przybrał maskę poważnego zaniepokojenia, która sprawiła, że zrobiło mi się niedobrze.
„Elara niestety nie czuje się dziś dobrze” – skłamał, a jego głos był gładki jak naoliwiony jedwab. „Przeprasza. Szczerze mówiąc, ten pędzący świat nie jest jej. Woli ciszę swojego ogrodu. Jest… krucha”.
Krucha.
Dałem znak kierowcy: „Start”.
Rolls-Royce Phantom – specjalnie zbudowany, ze wzmocnionym szkłem i cichym silnikiem – sunął w stronę wejścia do muzeum.
W Sali Wielkiej dokładnie wiedziałem, co się dzieje. Julian przechadzał się po sali, witając się z senatorami i potentatami naftowymi, przedstawiając Isabellę jako przyszłość firmy. Prawdopodobnie rozmawiał z Arthurem Sterlingiem, człowiekiem, na którym musiał zrobić wrażenie, żeby sfinalizować fuzję.
Zerknąłem na swoje odbicie w lusterku wstecznym. Kobieta, która patrzyła w moją stronę, nie była ogrodnikiem. Moje włosy, zazwyczaj związane w niedbały kok, opadały w wyrzeźbione hollywoodzkie fale. Moja suknia była z granatowego aksamitu, ciężka i dostojna, wysadzana kruszonymi prawdziwymi diamentami, które odbijały światło niczym uwięziona galaktyka. Na szyi wisiała Gwiazda Zorzy Polarnej, szafirowy wisiorek tak masywny, że aż przygniatał mnie zimnym ciężarem.
Nie byłam Elarą żoną. Byłam Elarą architektką.
Samochód się zatrzymał. Drzwi się otworzyły.
„Gotowa, pani prezydent?” Sebastian Vane stał tam, wyglądając mniej jak prawnik, a bardziej jak gargulec w smokingu.
„Chodźmy.”
Gdy zbliżaliśmy się do masywnych dębowych drzwi u szczytu głównych schodów, muzyka ucichła. Zaaranżowałam to. Mistrz ceremonii, który został poinformowany zaledwie kilka minut temu, podszedł do mikrofonu.
„Panie i panowie” – zagrzmiał jego głos, lekko drżący. „Proszę opuścić główne przejście. Mamy pierwszeństwo przybycia.”
Przez szparę w drzwiach zobaczyłem Juliana u stóp schodów z Isabellą. Uśmiechał się szeroko, patrząc w stronę wejścia, prawdopodobnie spodziewając się starszego szwajcarskiego bankiera.
„Panie i panowie, proszę wstać, by powitać założyciela i prezesa Grupy Aurora…”
Drzwi otworzyły się z jękiem.
„…Panią Elarę Vane-Thorn”.
Wszedłem w światło.
Wzruszenie, które przetoczyło się przez salę, wyssało z powietrza cały tlen. To była fizyczna siła.
Stanąłem na szczycie schodów i spojrzałem w dół. Zobaczyłem, jak szok rozchodzi się po tłumie. Zobaczyłem, jak szczęka Arthura Sterlinga opada. A potem zobaczyłem Juliana.
Trzymał kieliszek do szampana. Wyślizgnął mu się z palców i roztrzaskał o podłogę, rozpryskując szkło na srebrne buty Isabelli. Żadne z nich się nie poruszyło. Julian zmrużył oczy, jego mózg najwyraźniej nie był w stanie przetworzyć danych. Spojrzał na mnie jak na ducha.
Zaczęłam schodzić.
Leave a Comment