W desperacji zgodziłam się poślubić syna bogatego człowieka, który był niepełnosprawny… Ale miesiąc później zauważyłam coś dziwnego…

W desperacji zgodziłam się poślubić syna bogatego człowieka, który był niepełnosprawny… Ale miesiąc później zauważyłam coś dziwnego…

Bence ledwo zauważalnie skinął głową.

— Przepraszam za tę farsę. Chyba nikt nie pytał, czy tego chcesz.

István przerwał mu ostro.

— Bence!

— Co się stało? — odpowiedział spokojnie. — Nie powiedziałem nic złego.

Potem spojrzał na Zsófię.

— Kim ona jest?

— Moja córka — powiedział cicho Timi.

Zsófia nieśmiało się uśmiechnęła.

— Jestem Zsófia.

Bence patrzył na nią długo i po raz pierwszy w jej oczach zabłysło coś żywego.

— Cześć, Zsófio.

István westchnął z ulgą.

— W takim razie zostawię was samych.

Po zamknięciu drzwi zapadła cisza.

Bence powiedział cicho:

— Nie martw się. Nie gryzę. Życie tutaj będzie łatwiejsze, niż myślisz.

Timi odpowiedział ostrożnie:

— Nie jestem tu dla łatwego życia.

Bence uśmiechnął się.

— Wiem. Tata mi wszystko powiedział.

Znów zapadła cisza.

Zsófia podeszła bliżej.

— Zawsze jeździsz na wózku inwalidzkim?

Bence się nie obraził.

— Minęło siedem lat.

back to top