Moja matka bez wahania go wspierała.
Po prostu się uśmiechnąłem i odszedłem.
Ale kilka dni później, kiedy moja gra zarobiła 88 milionów dolarów, zapukali do moich drzwi… i zamarli, widząc, co jest w środku.
Kiedy mój ojczym wyrzucił mój komputer do gier na podwórko, myślał, że niszczy grę.
Nie miał pojęcia, że wyrzuca narzędzie, które kilka dni później będzie budowało przyszłość, o której udział będzie błagał.
Nazywam się Liam Carter i od trzech lat mieszkam w gościnnym pokoju w domu mojej mamy w Cedar Falls, pracując nad czymś, co wszyscy wokół nazywają fazą przejściową.
Szczerze mówiąc, patrząc na moje życie z zewnątrz, prawdopodobnie nie robiłbym na tobie wrażenia.
Miałem dwadzieścia sześć lat, spałem o dziwnych porach, nosiłem bluzy z kapturem, nie miałem prawie żadnych związków i spędzałem więcej czasu online na czatach z artystami, programistami i dźwiękowcami niż z kimkolwiek przy stole.
Mój ojczym, Frank Miller, widział tylko dorosłego mężczyznę siedzącego przed błyszczącymi ekranami.
Dla niego to nie było zupełnie nowe studio gier, które stworzyłem.
„Po prostu grałem”.
Moja mama, Denise, stawała w mojej obronie, gdy Frank zaczął mnie atakować.
Przynajmniej na początku.
Mówiła, że jestem kreatywny, że wielu ludzi dobrze zarabia w internecie i że wciąż się uczę.
Ale cierpliwość szybko się kończy, gdy trzeba mieszkać z kimś, kto jest głośniejszy od ciebie.
Frank pracował jako dekarz w firmie deweloperskiej i uważał, że wszystko, co dzieje się w komputerze, jest podejrzane, dopóki nie przyniesie odpowiedniej sumy pieniędzy, którą można się pochwalić.
Odkąd moja pierwsza niezależna gra po cichu upadła, wykorzystał to jako dowód na to, że cała moja praca jest bezwartościowa.
Nie wiedział, że moja druga gra, Ashfall Kingdom, nie była już tylko pomysłem.
Była skończona.
Po dwóch latach darmowej pracy, projektowaniu na zlecenie, na które ledwo mnie było stać, i przerażającym finale, w którym myślałem, że stracę wszystko, gra stała się viralem wśród streamerów, eksplodowała na platformach wczesnego dostępu i otrzymała oferty przejęcia od trzech wydawców.
Spędziłem sześć miesięcy na poufnych negocjacjach z duża firma rozrywkowa.
Umowa nie była jeszcze podpisana, więc nikomu w domu o tym nie powiedziałem.
Dawno temu nauczyłem się, że ludzie, którzy wyśmiewają twoje postępy, rzadko zasługują na to, by z nich korzystać.
Frank zinterpretował moje milczenie jako słabość.
Wybuch nastąpił pewnego wtorkowego wieczoru.
Byłem w kuchni, podgrzewając resztki makaronu, kiedy wpadł z rachunkiem za prąd i zaczął krzyczeć o „dorosłych mężczyznach używających prądu do wyimaginowanych bzdur”.
Powiedziałem mu, że sam pokrywam koszty internetu, oprogramowania i rozwoju.
Zaśmiał się ze mnie i powiedział, że to nie ma znaczenia, bo nadal mieszkam pod jego domem.
Potem ruszył w stronę mojego pokoju.
Zanim tam dotarłem, zdążył już zdjąć wieżę z mojego biurka.
Krzyknąłem, żeby przestał.
Zignorował mnie.
Wyjął komputer i zrzucił go z tarasu na żwir.
Dom pękł od uderzenia.
Moja mama zdążyła akurat na czas, żeby usłyszeć, jak na mnie wskazuje i krzyczy: „Odejdź, ty leniwy gnoju!”.
Odwróciłem się w jego stronę, wciąż licząc na normalne zdanie.
Zamiast tego skrzyżował ramiona i powiedział: „Masz rację. Nie możemy tu wpuszczać darmowych graczy.
Na chwilę cały świat się zatrzymał.
Potem się uśmiechnąłem.
Nie dlatego, że to nie bolało.
Ale dlatego, że w tym momencie zrozumiałem coś jasno i definitywnie: kim jestem, zostało już przesądzone i żadne wyjaśnienie nie mogło dotrzeć do ludzi, którzy chcieli, żebym pozostał mały.
Więc złapałem walizkę, wyjąłem dysk zapasowy z kieszeni płaszcza i wyszedłem bez słowa.
Pięć dni później wszystkie główne media biznesowe w kraju miały ten sam nagłówek:
Niezależna gra fantasy „Ashfall Kingdom” nabyta w przełomowej transakcji o wartości 88 milionów dolarów.
Tego samego wieczoru moja matka i ojczym stali przed moim nowym adresem, pukając do drzwi, jakby rodzina nagle poczuła się natarczywa.
Ale kiedy drzwi się otworzyły, nie byli przygotowani na to, kto za mną stoi.
Kiedy moja matka i Frank przyjechali, byłem w połowie podpisywania potwierdzeń dostawy w holu budynku, do którego wprowadziłem się dwa dni wcześniej.
Był to umeblowany penthouse w centralnej wieży Brennan Vale Media, firma, która sfinalizowała przejęcie Ashfall Kingdom.
To nie było trwałe.
Moi prawnicy zasugerowali, żebym pozostał w bezpiecznym, prywatnym miejscu, dopóki transakcja nie zostanie upubliczniona i początkowa burza medialna nie minie.
Poszedłem tam, głównie dlatego, że wszystko wydarzyło się tak szybko, że moje życie wciąż wydawało się obce.
Recepcjonistka zawołała mnie i powiedziała: „Panie Carter, są tu dwie osoby, które upierają się, że są pana rodzicami”.
O mało się nie roześmiałem.
Nie zadzwonili do mnie, kiedy wychodziłem.
Ani razu.
Ale teraz, kiedy byłem w telewizji, słowo „rodzice” nagle powróciło z pełną siłą.
Powiedziałem ochronie, żeby ich wpuściła.
Nie dlatego, że chciałem się pogodzić.
Bo ja
Niewiele prawd zasługuje na to, by je widzieć.
Kiedy drzwi windy się otworzyły, moja matka wyszła pierwsza.
Wyglądała na zarumienioną, niedostatecznie ubraną jak na budynek i wyraźnie wzruszoną.
Frank poszedł za nią w roboczej kurtce, którą miał na sobie tamtej nocy, kiedy wyrzucił mój komputer.
Ale jego wyraz twarzy się zmienił.
Pogarda zniknęła.
Kpiąca pewność siebie zniknęła.
Teraz patrzył ostrożnie.
Z marsową miną.
Próbował ustalić, jaki ton byłby odpowiedni w tak drogim pokoju.
Leave a Comment