W desperacji zgodziłam się poślubić syna bogatego człowieka, który był niepełnosprawny… Ale miesiąc później zauważyłam coś dziwnego…

W desperacji zgodziłam się poślubić syna bogatego człowieka, który był niepełnosprawny… Ale miesiąc później zauważyłam coś dziwnego…

— Już wychodzę! Wezwij karetkę!

Właśnie wrócił do domu, gdy karetka podjechała pod bramę.

— Gdzie ona była, mamo? — zapytał surowo lekarz.

— Pracowałem…

Atak był naprawdę poważny.

— Nie powinieneś go zabrać do szpitala? — zapytał ze strachem Timi.

Lekarz, który odwiedził ich po raz pierwszy, pomachał im zmęczonym gestem.

— Tam też by mu nie pomogli. Tylko by dziecku zaszkodzili. Powinni jechać do Budapesztu — do kliniki specjalistycznej.

Karetka odjechała po czterdziestu minutach.

Timi zadzwonił do Istvána Kovácsa.

— Zgadzam się. Zsófia miała kolejny atak.

Wyruszyli następnego dnia.

István Kovács przyjechał po nich osobiście — w towarzystwie młodego, ogolonego mężczyzny.

— Tylko najpotrzebniejsze rzeczy dla ciebie. Resztę załatwimy my.

Zsófia z ciekawością spojrzała na wielki, błyszczący samochód.

István Kovács przykucnął obok niej.

— Podoba ci się?

— Naprawdę!

— Chcesz usiąść z przodu, żeby wszystko widzieć?

— Tak! Bardzo chętnie!

Timi ostrzegł:

— Jeśli policja nas zobaczy, ukarze nas.

István roześmiał się i otworzył drzwi.

back to top