W desperacji zgodziłam się poślubić syna bogatego człowieka, który był niepełnosprawny… Ale miesiąc później zauważyłam coś dziwnego…

W desperacji zgodziłam się poślubić syna bogatego człowieka, który był niepełnosprawny… Ale miesiąc później zauważyłam coś dziwnego…

István Kovács miał syna, Bence’a, który miał prawie trzydzieści lat i od siedmiu lat poruszał się na wózku inwalidzkim po wypadku.

Lekarze robili wszystko, co w ich mocy, ale chłopiec nie mógł już chodzić. Popadł w depresję, wycofał się i prawie z nikim nie rozmawiał – nawet z ojcem.

Wtedy István Kovács wpadł na pomysł: wydać syna za mąż, aby dać mu nowy cel, sens i motywację do walki.

Nie był pewien, czy mu się uda, ale postanowił spróbować.

Czuł, że Timi idealnie nadaje się do tej roli.

— Timi, czeka cię wygodne życie. Będziesz miał wszystko. Twoja córka może przejść wszystkie niezbędne badania i otrzymać wszystkie leki.

— Oferuję ci roczny kontrakt. Możesz odejść za rok, bez względu na to, co się stanie.

Jeśli Bence wyzdrowieje — świetnie. Jeśli nie — i tak hojnie cię wynagrodzę.

Timi nie mógł mówić, ogarnęła go złość i oburzenie.

István Kovács, jakby czytając w jej myślach, dodał cicho:

— Proszę, Timi, pomóż. To korzystne dla nas obojga. Nie jestem pewien, czy mój syn kiedykolwiek… zbliży się do ciebie.

Ale tak będzie ci łatwiej — będziesz w godnej sytuacji, oficjalnie mężatką.

Proszę tylko o jedno: nie mów nikomu ani słowa o tej rozmowie.

— Czekaj… István… Czy jego syn, Bence — się zgodził?

Mężczyzna uśmiechnął się smutno, ale pobłażliwie.

— Powiedział, że to dla niego nie ma znaczenia. Powiem mu, że mam problemy — w pracy albo ze zdrowiem… Najważniejsze, żeby się ożenił. Naprawdę. Zawsze mi ufał. Więc to… kłamstwo w dobrej wierze.

István Kovács wyszedł, a Timi długo siedział bez ruchu. Wściekłość w nim kipiała.

Ale szczere słowa mężczyzny nieco złagodziły ciężar propozycji.

Jeśli się nad tym zastanowić… Czego by nie zrobił dla Zsófii? Niczego. On też jest ojcem. On też kocha swojego syna.

Dyżura jeszcze się nie skończyła, gdy zadzwonił telefon.

— Timi, pospiesz się! Zsófia ma atak! Bardzo silny!

back to top