Tej nocy siedziałam w swoim mieszkaniu z otwartym laptopem. Zalogowałam się do transmisji na żywo z kamery. Pokój był ciemny, oświetlony jedynie niebieską poświatą lampy Leo w kształcie dinozaura. Leo był małą bryłą pod kołdrą, w końcu śpiącą.
Nagle drzwi sypialni skrzypnęły i otworzyły się. Do pokoju weszła jakaś sylwetka. To był Marcus. Nie podszedł do łóżka. Zamiast tego podszedł prosto do regału z książkami. Podniósł pluszowego misia.
Wpatrywał się martwo w ukryty obiektyw, a jego twarz wykrzywił przerażający, triumfalny uśmiech. Przysunął misia do ust i wyszeptał wystarczająco głośno, by mikrofon mógł go zarejestrować:
„Widzę cię, Sarah”.
Potem ekran zgasł.
Rozbicie maski
Byłam w samochodzie, zanim zdałam sobie sprawę, że chwyciłam kluczyki. Ręce trzęsły mi się tak mocno, że prawie nie mogłam odpalić silnika. Wiedział. Wiedział, że patrzę i zniszczył dowody. Ale co ważniejsze, był w tym domu, sam z Leo, podczas gdy Chloe pracowała na nocnej zmianie w szpitalu.
Jechałem jak szalony przez ciche uliczki Oak Ridge. Nie zadzwoniłem jeszcze na policję – wiedziałem, że muszę tam być, żeby być tarczą. Dzwoniłem do Chloe na komórkę, raz po raz, ale była na ostrym dyżurze; nigdy nie odbierała na dyżurze. Zostawiłem rozpaczliwą wiadomość: „Wracaj do domu. Natychmiast. Nagły wypadek w domu. Nie pytaj, po prostu przyjedź”.
Wbiegłem z piskiem opon na podjazd i pobiegłem do drzwi wejściowych. Były otwarte.
W domu panowała cisza, ale nie była to cisza snu. To była cisza pułapki.
„Marcus!” krzyknąłem, a mój głos odbił się echem od wysokich sufitów. „Zejdź tutaj!”
Leave a Comment