Mária odłożyła słuchawkę. Wróciła do kuchni, zrobiła sobie śniadanie — kromka chleba, margaryna, herbata — usiadła i zjadła.
„Lekarstwo” — pomyślała. „Oczywiście. Lekarstwo”.
Nie płakała. Ogarnęło ją dziwne uczucie chłodu, ale łzy nie popłynęły. Po prostu siedziała, jadła i patrzyła na kraciasty zeszyt w szufladzie.
Pięćdziesiąt tysięcy miesięcznie. Trzy miesiące temu. Do tego dochodziły ich osiem tysięcy forintów.
Zadzwoniła do Andrei po południu.
Andrea była starą przyjaciółką, znały się od trzydziestu lat.
Ostatnio rzadko się widywały — Mária zawsze mówiła, że nie ma czasu — ale gdy tylko usłyszała głos Andrei w telefonie, coś w jej piersi się rozluźniło.
— Cześć — powiedziała tylko.
Andrea wyczuła to od razu. Zawsze to wyczuwała.
— Co się stało? — zapytała.
— Nic. Po prostu… — Maria zamilkła. — Czy moglibyśmy się spotkać?
Następnego popołudnia siedzieli w małej kawiarni, w której często się spotykali.
Andrea zamówiła kawę, Maria herbatę. Kelner wyszedł, zapadła cisza.
— Powiedz mi — powiedziała Andrea.
Maria jej opowiedziała. Fakty, po kolei. Wiadomości, kwoty, „leki”.
Leave a Comment