Zapisała w notatniku: Październik. Zakupy: 12 400 HUF. Dług: 8 200 HUF. Reszta: 0.
Zamknęła notatnik i zaczęła gotować obiad. Ziemniaki, cebula, trochę tłuszczu. Gotowała jak zawsze: nie narzekała, nie prosiła o wyjaśnienia, po prostu robiła swoje.
Za oknem wiatr coraz bardziej wściekle walił w okno.
Trzy miesiące wcześniej Mária przypadkiem spojrzała na telefon Sándora.
Nie chciała. Zwykle tego nie robi. Ale Sándor zasnął na kanapie, telefon wypadł jej z ręki, a kiedy podeszła do Marii, żeby zgasić światło, wyświetlacz zamigotał.
Wiadomość. Nieznany numer. Pod spodem: *Wysłałem pięćdziesiąt. Dostaniesz je też w przyszłym miesiącu. Nie martw się.*
Pięćdziesiąt. Pięćdziesiąt tysięcy forintów. Maria zamarła, serce waliło jej jak młotem.
Zgasiła światło i położyła się do łóżka. Nie mogła spać całą noc.
Następnego ranka, kiedy Sándor poszedł do łazienki, Maria szybko podniosła słuchawkę.
Sprawdziła numer. Nie było nazwiska, tylko numer. Przewinęła wiadomości.
Pieniądze dotarły trzy miesiące temu. Pięćdziesiąt tysięcy miesięcznie. Kiedyś siedemdziesiąt pięć.
*Lek jest drogi, wiem.* — napisał Sándor w jednej z wiadomości.
*Dziękuję, kochanie. Nie wiem, co bym bez ciebie zrobiła.* — padła odpowiedź.
Leave a Comment