„Więc gdzie jest najbliższe lotnisko?” zapytała Patricia.
Mia uważnie studiowała mapę. „Eugene jest jakieś 160 km na północny zachód. To spore lotnisko z długimi pasami startowymi. To nasza najlepsza opcja”.
„Jak je znajdziemy bez sprzętu nawigacyjnego?” zapytał Martin.
„Nawigacja wzrokowa” wyjaśniła Mia. „Jedziemy autostradą nr 5 na północ. Przebiega prosto przez Eugene. Gdy tylko zobaczymy miasto, szukamy lotniska”.
Martin pokręcił głową z niedowierzaniem. „Będziesz nawigować samolotem pasażerskim, podążając autostradą”.
„Tak latali piloci, zanim wynaleziono radionawigację” powiedziała Mia. „I teraz to nasza jedyna opcja”.
Skorygowała kurs, kierując samolot na kurs północno-zachodni. Pod nimi dostrzegała cienką linię autostrady międzystanowej nr 5 przecinającą krajobraz Oregonu.
„To autostrada” – potwierdziła. „Jeśli będziemy nią jechać, dotrzemy do Eugene”.
Zniżanie trwało. Na wysokości 4500 metrów samolotem wstrząsały turbulencje. Dłonie Mii zacisnęły się na sterze, wprowadzając ciągłe, drobne korekty, aby utrzymać samolot w równowadze. Szkolenie jej ojca przynosiło efekty. Jej ręce wiedziały, co robić, nawet gdy czuła się przytłoczona.
„Wysokość 4500 metrów” – zawołał Martin. „Prędkość 350 węzłów”.
„Dobrze. Będę kontynuował zniżanie do 3000 metrów, a następnie wyrównam lot i nawiguję do Eugene na tej wysokości”.
Minuty mijały. Mia utrzymywała samolot w bezruchu, podążając autostradą na północ. Jej wzrok nieustannie skanował okolicę, sprawdzając przyrządy, szukając punktów orientacyjnych, monitorując pogodę. Jej małe dłonie nie spuszczały sterów.
Wtedy w oddali to zobaczyła. Średniej wielkości miasto rozciągające się na tle krajobrazu.
„To Eugene” – oznajmiła. „Teraz muszę znaleźć lotnisko”.
Leave a Comment