„Proszę wejść, Tamaro Pawłowna” – powiedziała. „Herbata gotowa”.
Usiedli razem w kuchni i po raz pierwszy od dawna cisza nie była ciężka. Tamara Pawłowna ostrożnie popijała herbatę, zerkając na syna i synową.
„Myślałam o tym cały tydzień” – odezwała się w końcu. „I wiesz… wstyd mi. Miałaś rację, Irino. My… ja… kompletnie się pogubiłam. Zapomniałam, jak to jest być młodą gospodynią domową, kiedy teściowa ciągle mi coś wytyka”.
Wiktor spojrzał na matkę ze zdziwieniem.
„Czy ty…”
Miałaś teściową? Tamara Pawłowna uśmiechnęła się gorzko. „O tak! Wszystko robiła źle, nic nie było dobrze… A potem, kiedy jej nie było, obiecałam sobie, że nigdy nie będę taka jak ona. I oto jestem…” rozłożyła ramiona. „Wybacz mi, córko. Jeśli potrafisz”.
Irina znów poczuła łzy napływające jej do oczu, ale teraz – były inne.
„Spróbujmy jeszcze raz” – powiedziała cicho. „Ale inaczej. Po ludzku”.
Od tego dnia wiele się zmieniło w ich domu. Niedzielne spotkania stały się rzadsze, ale bardziej serdeczne. Olga nauczyła się dzwonić wcześniej, a siostrzenice zaczęły pytać o pozwolenie. Tamara Pawłowna przestała wydawać polecenia, a jeśli już udzielała rad, to robiła to delikatnie i z szacunkiem.
A Irina… Irina wreszcie poczuła się prawdziwą gospodynią – nie tylko swojego domu, ale i swojego życia. I każdego wieczoru, siedząc z książką na ulubionej kanapie, wiedziała: czasem trzeba po prostu zebrać się na odwagę i powiedzieć „dość”, żeby wszystko się ułożyło.
Leave a Comment