„ZAJMIĘMY SIĘ?” prychnął pan Harrington. „Chcę, żeby ten dzieciak ZWOLNIŁ! NATYCHMIAST! Na naszych oczach! A ta restauracja wypłaci nam odszkodowanie za całą wartość torebki!”
Pan Dubois wyglądał, jakby miał zemdleć. Wiedziałem, o czym myśli. Pozew. Artykuł na szóstą stronę gazety. Nasza trzygwiazdkowa reputacja. Był przyparty do muru.
Thomas stał tam ze łzami w oczach. „Panie Dubois” – wyszeptał – „to był wypadek… Ja…”
„Zamknij się!” – warknął pan Harrington.
I wtedy to zobaczyłem. To, co przekroczyło granicę.
Pan Dubois, dumny, 50-letni francuski profesjonalista, który pracował w tej branży od 30 lat, wziął głęboki oddech. Odwrócił się do pary, kłaniając się nisko. „Panie i pani Harrington… proszę… na…
reputacja Aurelii…”
Zaczął zginać kolana.
Zamierzał uklęknąć.
Zamierzał uklęknąć i błagać tych wulgarnych ludzi, na środku mojej restauracji, o wypadek, który nie był jego winą.
Nie.
Złożyłem lnianą serwetkę. Położyłem ją starannie obok niedokończonego posiłku. I powoli wstałem.
„Panie Dubois”.
Mój głos nie był głośny, ale w napiętej ciszy sali był niczym grzmot.
Leave a Comment