„Zgadza się. Zwiększyłem sprzedaż mojego działu o 40% w ciągu trzech lat”. Odchylił się do tyłu, wyraźnie oczekując podziwu. „W jakiej branży pan pracował, panie Wood?”
„Nic specjalnego, naprawdę. Po prostu biznes”.
Nancy delikatnie dotknęła ramienia Dereka, a w jej ruchu dało się wyczuć nerwowe drżenie. „Tata jest skromny. Zawsze tak mówi”.
Derek skinął głową ze zrozumieniem, a na jego twarzy malowało się protekcjonalne zrozumienie. „Rozumiem. Cóż, najważniejsze to dbać o zdrowie w twoim wieku, prawda? Zajmować się hobby”.
Moje palce zacisnęły się na nóżce szklanki z wodą. W twoim wieku. Protekcjonalność sączyła się z jego słów jak miód z rozbitego słoika. To była ignorancja pod płaszczykiem troski.
„Hobby dają mi zajęcie” – zgodziłam się, spokojnym tonem.
Kelner pojawił się z długopisem w dłoni. Derek, nie patrząc na ceny, zamówił smażonego łososia z risotto z truflami. Nancy wybrała kurczaka w ziołowej panierce. Rzuciłem krótkie, teatralne spojrzenie na menu. „Poproszę zestaw zupa i kanapka”.
Brwi Dereka uniosły się o ułamek cala, w geście pogardy. „Zupa specjalna? Tato, jesteś pewien? To ma być święto”.
Policzki Nancy pokryły się delikatnym rumieńcem. „Derek, w porządku. Tata lubi proste jedzenie”.
„Oczywiście. Oczywiście”. Derek machnął lekceważąco ręką, gestem, który obejmował moje zamówienie, moje finanse i całe moje życie. „Każdy ma inny budżet. Całkowicie to rozumiem”.
Słowo „budżety” zabrzmiało jak policzek. Ten trzydziestoczteroletni menedżer średniego szczebla, którego rata za samochód prawdopodobnie przewyższała mój kredyt hipoteczny, uważał, że rozumie moją sytuację finansową na podstawie zamówienia zupy. To było wręcz komiczne.
Leave a Comment