Skinęłam głową, ale w mojej głowie zagościł mały, ostry drzazga niepokoju. Nick utrzymywał kontakt ze swoimi starymi kumplami. Spotykali się na szachy w parku w każdą drugą niedzielę miesiąca.
Grube kawałki ziemi uderzały o wieko trumny, każdy dźwięk był jak cios w moje serce. Moje dzieci stały obok mnie, podpierając mnie ramionami i mamrocząc pocieszające słowa, których nie mogłam zrozumieć. Chloe ocierała oczy koronkową chusteczką, ale nie widziałam łez. Andrew co chwila zerkał na zegarek, myśląc wyraźnie gdzie indziej.
„Mamo, chodźmy” – nalegała Chloe, gdy grabarze zaczynali pracę. „Step zaczyna się za godzinę”.
Kiedy się odwracałam, żeby wyjść, mój telefon zawibrował w kieszeni starego czarnego płaszcza. To był stary Samsung z przyciskiem, którego Nick dał mi na rocznicę dekadę temu. To była wiadomość tekstowa. Z numeru zapisanego w telefonie jako „Nick – Mąż”.
Ręce zaczęły mi się trząść. O mało nie upuściłam telefonu. Wiadomość była krótka, niemożliwa do zrozumienia.
Vero, nie umarłam. Nie zadawaj pytań. Ścigają nas od dawna. Nie ufaj naszym dzieciom.
Ziemia zadrżała mi pod stopami. Gdyby mój zięć, Ian, nie złapał mnie za łokieć, padłabym prosto na mokrą trawę.
„Mamo, co się stało?” krzyknęła Chloe, podbiegając do mnie. „Źle ci?”
Leave a Comment