MŁODA KOBIETA MIAŁA ZOSTAĆ POCHOWANA OBOK SZKIELETU JEJ MATKI…

MŁODA KOBIETA MIAŁA ZOSTAĆ POCHOWANA OBOK SZKIELETU JEJ MATKI…

Drżące dłonie dotknęły martwej twarzy Luny, jakby chciały dosięgnąć jej duszy po raz ostatni.

A potem zostali tylko we dwoje, Victor i Clara.

Dziewczyna zrobiła krok naprzód.

Jego oczy, jednocześnie dziecięce i dojrzałe, wpatrywały się w szkielet, który kiedyś był jego matką.

Silnym głosem wyszeptała:

„Zaopiekuj się Luną w niebie, mamo”.

Victor upadł, płacząc, zakrywając twarz dłońmi, ale łzy przesączyły mu się przez palce.

„Pewnego dnia ich znajdę, moi kochani” – powiedziała, płacząc jak nigdy dotąd.

Raúl i inny pracownik zakładu pogrzebowego podeszli delikatnie i zamknęli wieko trumny.

Wizerunek Luny zniknął pod ciemnym drewnem i w tej chwili świat zdawał się zniknąć.

Przytłaczająca cisza wypełniła pomieszczenie.

Kilku mężczyzn z rodziny i przyjaciół otoczyło trumnę, chwyciło ją za boczne uchwyty i razem z Victorem zaczęli nieść ją w stronę grobu.

Victor szedł, jakby dźwigał ciężar całego życia.

Obok niego Clara szła małymi, ale zdecydowanymi krokami.

Była tylko dziewczynką, ale w tym momencie zdawała się nieść serce kobiety, która żyła już za długo.

Ten mężczyzna po raz kolejny odbył tę podróż.

Ale teraz Catalina nie była jedyną osobą w środku; Luna też tam była, obie obok siebie w ciemności trumny.

A on był na zewnątrz, całkowicie bezsilny.

Kiedy dotarli do krawędzi grobu, mężczyźni ostrożnie umieścili trumnę na pasach, które miały ją opuścić.

Clara delikatnym gestem wzięła kwiat z małego bukieciku białych róż, który niosła, i położyła go na wieku.

„Do widzenia, mamo”.

„Żegnaj, Luno” – wyszeptał, wpatrując się w trumnę.

Inni również podchodzili, kładąc kwiaty na drewnie, aż został tylko Victor.

Mężczyzna zrobił krok naprzód, trzymając w palcach pojedynczą białą różę.

To był ulubiony kwiat jej córki.

Schyliła się, żeby go położyć, gdy usłyszała coś.

„Mamo”.

Wyszeptane słowo przecięło powietrze niczym nóż.

Zastygł w bezruchu.

Otworzyła szeroko oczy.

Róża wypadła jej z dłoni.

Dreszcz przeszedł go po kręgosłupie.

„Czy ktoś jeszcze to słyszał?” – zapytał, cofając się o krok.

Wyraźnie przestraszony.

Valeria podeszła, zaniepokojona jej miną.

„Co się stało, Victor?” – zapytał.

„Słyszałem, jak ktoś powiedział „mamo”” – powiedział, kładąc dłoń na piersi.

„To musi być

„Byłem jednym z dzieci. Jest tu wiele rodzin. Luna była bardzo kochana” – zasugerowała Valeria, próbując go uspokoić.

Ale Victor pokręcił głową, dysząc.

„Nie, to nie dochodziło z zewnątrz. Głos dochodził z trumny. Dochodził z wnętrza”.

Lekarz zawahał się.

To nie miało sensu.

Znała skutki żałoby i długotrwałego bólu.

Wiedziałem, jak umysł potrafi płatać figle.

„Bardzo cierpisz. To mógł być twój umysł, Victor. Czas dać Lunie odpocząć. Poproszę ich, żeby opuścili trumnę”.

Ale zdawał się jej nie słyszeć.

Powoli zbliżył się do grobu.

Post navigation

Leave a Comment

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

back to top