„Niech Bóg da mu spokój” – powiedziałam i w żadnym wypadku nie zajmuję jego miejsca. Chcę je tylko poznać, a one mnie”.
Natalia westchnęła. „Nie wiem, Alosza”. W jej głosie, po raz pierwszy w całej rozmowie, zabrzmiało zmieszanie. „To wszystko jest takie trudne”.
„Rozumiem” – powiedziałam ostrożnie. „Nie poganiam cię. Po prostu pozwól mi je czasem widywać. Jak twoją starą przyjaciółkę. Bez tłumaczenia dziewczynom. Dopóki nie zdecydujesz, że jesteś gotowa na tę rozmowę. Albo że one są gotowe”.
Dotarli do małego placu i usiedli na ławce. „Wiesz, co jest najzabawniejsze?” – zapytała w końcu. „Siergiej zawsze powtarzał, że dziewczyny są kopią mnie pod względem charakteru, nawyków. Ale czasami widzę w nich ciebie”.
„Naprawdę?” Nie mogłam ukryć podekscytowania.
„Tak” – Natalia uśmiechnęła się słabo. „Lena kocha architekturę, potrafi godzinami oglądać rysunki, projekty starych budynków. A Masza ma twój uśmiech. I twój śmiech. Kiedy się śmieje, czasami przechodzą mnie dreszcze, tak bardzo do ciebie podobna”.
Poczułam gulę w gardle.
„Chcę ci coś zaproponować”.
„Kompromis” – powiedziałam powoli. „Będę twoją „starą przyjaciółką”. Spotkamy się z nimi, poznamy ich lepiej. A potem zdecydujemy, czy powiedzieć im prawdę”.
„Dziękuję” – westchnęłam. „To więcej, niż mogłam się spodziewać”.
„Robię to nie dla ciebie” – powiedziała stanowczo Natalia. „Ale dla nich. Zasługują na to, żeby poznać prawdę. Ale we właściwym czasie i we właściwy sposób”.
„W takim razie przyjdź do nas w sobotę” – powiedziała zdecydowanie Natalia. „Mamy tradycję sobotnich obiadów rodzinnych. Po śmierci Siergieja starałam się zachować wszystkie nasze rytuały, żeby dziewczynkom było łatwiej”.
„Przyjdę” – obiecałam.
W sobotę byłam kłębkiem nerwów. Dwa razy zmieniałam koszulę. W ostatniej chwili prawie kupiłam Natalii ogromny bukiet kwiatów, ale z czasem się opamiętałam. Niestosowny romans tylko wszystko zepsuje.
Natalia mieszkała na Starym Arbacie. Kupiliśmy mieszkanie, będąc jeszcze małżeństwem, i najwyraźniej po rozwodzie pozostało jej.
„Mamo, ktoś do ciebie przyszedł!” – rozległ się głos z głębi mieszkania.
„Idź do salonu!” – odpowiedziała Natalia.
Salon też się zmienił. Zamiast naszej starej skórzanej sofy stała jasna, przykryta kocem. Duży stół był nakryty na cztery osoby. Zapach pieczonego ciasta unosił się po mieszkaniu.
„Dzień dobry, Aleksiej Pietrowiczu” – Lena, którą rozpoznałam po pieprzyku nad wargą, wyjrzała z kuchni. „Usiądź, mama zaraz będzie. Rozmawia przez Skype’a”.
„Jesteś architektem, tak?” Lena niespodziewanie zapytała. „Znalazłam o tobie informacje w internecie. Zaprojektowałeś nowy budynek Galerii Trietiakowskiej. Super”. Nie mogłam powstrzymać uśmiechu. A więc była mną zainteresowana.
Leave a Comment