„Nic się nie zmieniło” – powiedziała stanowczo Natalia. „Nie zamierzam niszczyć ich wyobrażenia o rodzinie. Dopiero zaczynają dochodzić do siebie po śmierci Siergieja”.
„Ale ja jestem ich ojcem” – powiedziałam uparcie.
„Biologicznie tak” – odparła chłodno. „Ale ojcostwo to nie tylko genetyka. To codzienna praca, troska i miłość”.
W jej słowach kryła się gorzka prawda. Dwadzieścia lat temu sam odmówiłem możliwości bycia ojcem jakiegokolwiek dziecka, które moglibyśmy adoptować. Chciałem tylko swojego, z własnymi genami. A teraz życie rzuciło mi okrutną ironię: mam biologiczne dzieci, ale jestem dla nich kimś obcym.
„Mamo!” Dźwięczny głos sprawił, że obie zadrżałyśmy. Lena i Masza, obładowane pakunkami, podeszły do stołu.
„Przeszkadzałyśmy?” – ledwo słyszalnym śmiechem zapytała ta z pieprzykiem nad wargą.
„Nie, kochanie” – powiedziała cicho Natalia. „Właśnie skończyłyśmy…
shing.”
Spojrzała na mnie znacząco. Zrozumiałam aluzję, ale nie byłam gotowa tak łatwo rozstać się z moimi nowo poznanymi córkami. Zapłaciłam za kawę, ignorując protesty Natalii. Wyszły z kawiarni w tym samym czasie, ale na ulicy Natalia zdecydowanie wzięła córki za ręce. „Do zobaczenia, Alosza.”
„Do zobaczenia, Natasza.”
Stałam, patrząc na trzy odchodzące postacie i nie mogłam uwierzyć w to, co się stało. Mam córki. Dwie piękne dziewczyny, prawie dorosłe, a one nic o mnie nie wiedzą.
Nie zadzwoniłam następnego dnia. Ani kolejnego. Przeszukiwałam słowa. W końcu, czwartego dnia po spotkaniu, nadal wybrałam numer.
„Halo?” Głos był młody, dźwięczny.
„Halo” – byłam zdezorientowana. „Czy mogę rozmawiać z Natalią Siergiejewną?”
„Mama jest na operacji” – zameldował energicznie głos. „Będzie wolna o 19:00. Co mam jej powiedzieć?”
„To Aleksiej” – wyjąkałam. „To Aleksiej Pietrowicz. Widzieliśmy się w parku, a potem w kawiarni”.
„Ach, ta sama „stara znajoma” – w głosie usłyszałam uśmiech. „Jestem Masza. Albo Lena. Zgadnij”.
„Masza” – powiedziałam bez ładu i składu.
„Nieprawda” – zaśmiał się głos. „Jestem Lena. Masza jest teraz na treningu”.
„Więc co mam powiedzieć mamie?”
„Powiedz jej” – zawahałam się – „powiedz jej, że chciałabym się z nią spotkać. Jeśli nie ma nic przeciwko”.
„Dobrze” – odparła Lena. „A mogę zadać skromne pytanie?”
„Oczywiście” – wycedziłam.
Leave a Comment