„Żadne.”
„Gdzie ona teraz jest?”
„W domu. W łóżeczku. Sąsiadka raz na nią spojrzała, ale…” Ścisnęło mnie w gardle. „Nie mogę tam iść.”
Marisol mnie nie zbeształa.
Nie dramatyzowała sytuacji.
Powiedziała po prostu: „Mogę wysłać na twój adres certyfikowaną pielęgniarkę nocną za dziewięćdziesiąt minut. Potrzebuję twojego dowodu osobistego, danych twojego pediatry i autoryzacji płatności”.
Głos mojej matki rozbrzmiał mi w głowie: „Zatrudnij kogoś!”, jakby chciała mnie obrazić.
I tak to zrobiłam.
Pielęgniarka o imieniu Kendra Shaw przyjechała do mojego domu przed zachodem słońca.
Przesłała mi zdjęcie Noaha, owiniętego w pieluszki i bezpiecznego, z tym zbolałym, noworodkowym wyrazem twarzy, który wywołał łzy w moich oczach.
Wszystko w porządku.
Będę tu całą noc.
Skup się na swoim powrocie do zdrowia.
Trzymałam telefon przy piersi, jakby to było bicie serca mojego dziecka.
Następnego ranka Caleb w końcu do mnie oddzwonił, a w jego głosie słychać było panikę.
„Claire… O mój Boże. Wracam samochodem…”
„Nie rób tego” – powiedziałam ostrzej, niż zamierzałam. „Jeszcze nie. Zabijesz się, jeśli się pospieszysz. Kendra jest z Noahem. Damy radę.”
„Twoja matka…?”
Zaśmiałam się gorzko. „Ma masaż gorącymi kamieniami na luksusowym statku wycieczkowym.”
Zapadła długa, oszołomiona cisza.
Leave a Comment