ymi bucikami o marmurową podłogę. Wyglądała na przerażoną, ale nie zatrzymała się, dopóki nie stanęła przed ławą sędziowską.
„Jestem Zariah” – powiedziała drżącym głosem. „I muszę ci pokazać coś, czego moja mama nie wie”.
Cromwell zerwał się na równe nogi. „Wysoki Sądzie, to jest wysoce nieuprawnione! Nieletnia nie może zakłócać postępowania! Żądam jej usunięcia!”
„Tata powiedział, że mama jest niegrzeczna” – powiedziała Zariah, zagłuszając prawnika. „A pani w kremowej sukience powiedziała, że mama jest szalona”.
Sędzia zmrużył oczy. Spojrzał z dziecka na spoconego ojca. „Cisza w moim sądzie” – nakazał. Pochylił się. „Co chcesz mi pokazać, mała?”
Zariah wyciągnęła z plecaka popękaną, zniszczoną tabletkę. „To” – powiedziała. „Nagrałam to. Bo tata powiedział mi, że to tajemnica”.
Tmaine rzucił się do przodu. „To dziecko! Nie wie, co robi! Ta tabletka jest zepsuta!”
„Komisarzu, proszę powstrzymać pana Tmaine’a!” – ryknął sędzia. Dwóch funkcjonariuszy chwyciło mojego męża za ramiona i wepchnęło go z powrotem na krzesło.
„Podłącz to” – nakazał sędzia urzędnikowi.
W sali wszyscy wstrzymali oddech. Duże monitory na ścianie ożyły. Na ekranie pojawił się interfejs starego tabletu. Wybrano plik wideo.
Zariah nacisnęła przycisk odtwarzania.
Nagranie było ziarniste, nagrane z dołu – zza rośliny doniczkowej w naszym salonie.
Mój salon.
Tmaine wszedł w kadr. Nie był sam. Doktor Valencia wszedł za nim, ubrany nie w garnitur, ale w jedwabny szlafrok. Mój jedwabny szlafrok.
Sala sądowa zamarła.
Na ekranie Tmaine pociągnęła Valencię do głębokiego pocałunku. „Jesteś pewna, że to zadziała?” zapytała Valencia czystym i wyraźnym głosem. „Twoja żona może coś podejrzewać”.
Tmaine się roześmiała – okrutnym, ohydnym dźwiękiem. „Nyala? Jest za głupia, żeby cokolwiek podejrzewać. Przelałam już resztę wspólnych pieniędzy na twoje zagraniczne konto, kochanie. Siedzimy na milionie dolarów”.
Zakryłam usta, żeby stłumić szloch. Obok mnie Abernathy gorączkowo coś bazgrał.
Leave a Comment