„Nic nie jadłam”.
Powoli przykucnąłem.
„Nie zrobię ci krzywdy.
Jak masz na imię?”
Zawahała się.
„Abigail”.
To imię zaparło mi dech w piersiach.
Moi rodzice mówili, że moja siostra, Abigail, zmarła wkrótce po urodzeniu.
Przyglądałam się jej twarzy – pod ziemią widziałam wąski nos mojej matki.
Małą bliznę przy brwi – tę samą, którą miałam od dzieciństwa.
A na jej nadgarstku, częściowo ukryte, widniało znamię w kształcie gwiazdy, które pamiętałam ze starego zdjęcia, które ciotka mi kiedyś pokazała, zanim mama je podarła.
„Ile masz lat?” zapytałam, ledwo łapiąc oddech.
„Dwadzieścia” – wyszeptała.
„Chyba”.
O dwa lata młodsza ode mnie.
Nagle za mną otworzyły się tylne drzwi.
„Madison!” – rozległ się ostry głos mojej matki.
„Wynoś się stamtąd natychmiast!”
Odwróciłam się, gdy przechodziła przez trawnik, a na jej twarzy malował się wymuszony, delikatny uśmiech.
„To prywatna sprawa” – powiedziała sztywno, chwytając mnie za ramię.
Leave a Comment