Wszystko wydawało się gotowe.
Później tego wieczoru mama poprosiła mnie, żebym przyniosła z garażu pudełko ze starymi albumami ze zdjęciami.
Przechodząc przez podwórko, usłyszałem.
Cichy głos.
„…proszę…jestem głodny…”
Dochodził ze starej szopy, niedaleko linii drzew – tej, do której nigdy nie wolno nam było się zbliżać jako dzieciom.
Tata zawsze mówił, że trzymał w niej niebezpieczny sprzęt.
Ledwie miała zamek.
Serce waliło mi jak młotem, gdy podnosiłem zasuwkę.
Drzwi skrzypnęły, otwierając się, uwalniając kwaśny, duszący zapach.
Zapaliłem słabe światło sufitowe.
W odległym kącie, za stertą skrzynek z narzędziami, kucała dziewczyna.
Była przeraźliwie chuda, a jej za duży sweter luźno zwisał z jej kościstych ramion.
Mała twarz pokrytą ziemią.
Jej oczy – duże i przerażone – wpatrywały się w moje.
„Proszę” – wyszeptała.
Leave a Comment