„Jesteś zwykłą wiejską dziewczyną” – uśmiechnął się z politowaniem, myśląc, że jego słowa ją upokorzą. Stała nieruchomo, spokojna. Wtedy wszedł szef kompanii. Jego wzrok powędrował po tłumie – i zatrzymał się na niej. Cisza, która nastąpiła, mówiła więcej niż słowa.

„Jesteś zwykłą wiejską dziewczyną” – uśmiechnął się z politowaniem, myśląc, że jego słowa ją upokorzą. Stała nieruchomo, spokojna. Wtedy wszedł szef kompanii. Jego wzrok powędrował po tłumie – i zatrzymał się na niej. Cisza, która nastąpiła, mówiła więcej niż słowa.

Pomieszczenie tętniło świąteczną energią. Gdy Lena weszła do środka, poczuła subtelną zmianę. Kilka ciekawskich spojrzeń przerodziło się w dłuższe, bardziej pełne podziwu spojrzenia. Ludzie przerwali rozmowy, żeby spojrzeć na jej sukienkę. Szepty podążały za nią. Poczuła, jak rumieniec oblewa jej policzki, odzywa się stary instynkt ucieczki, ukrywania się. Ale coś nowego trzymało ją w miejscu. Wyprostowała plecy, uniosła brodę i weszła głębiej do pokoju.

Spojrzenia, które na nią rzucano, nie były osądzające,

tak jak się obawiała, ale przepełniona autentycznym podziwem. Kobiety spoglądały na jej sukienkę z otwartą ciekawością, mężczyźni z wyraźną aprobatą. Po raz pierwszy od bardzo dawna Lena poczuła się piękna. Nie tylko jako żona Grega, ale jako kobieta godna uwagi, kobieta z talentem, z którego można być dumnym.

Pan Harrison, prezes firmy, obserwował tłum z dyskretnego kąta. Jego wzrok, przyzwyczajony do przewidywalnego blasku firmowych imprez, natychmiast powędrował ku Lenie. Było w niej coś autentycznego w morzu marek. Jej sukienka, prosta w kroju, ale doskonale wykonana, wyróżniała się.

Zaintrygowany, podszedł do niej, emanując naturalnym urokiem. „Dobry wieczór” – powiedział, wyciągając rękę. „Jestem David Harrison. Wygląda pani absolutnie olśniewająco”.

Lena, zakłopotana, uścisnęła mu dłoń. „Dobry wieczór. Jestem Lena. Dziękuję”.

„Wybacz, że jestem taki bezczelny” – kontynuował, wpatrując się w jej sukienkę – „ale to niezwykły ciuch. Kto jest projektantem?”

Wzięła głęboki oddech. „Sama ją uszyłam”.

Zdziwienie na jego twarzy było szczere. „Żartujesz. To niesamowite. Masz niezwykły talent”. Wskazał na swój stolik, przy którym siedziała już Tiffany, znana z zalotności koleżanka Grega, wyraźnie licząca na wieczór z szefem. „Proszę, dołącz do mnie. Opowiedz mi o sobie”.

Tiffany, przyzwyczajona do bycia w centrum uwagi, obrzuciła Lenę oceniającym, lekceważącym spojrzeniem. „Panie Harrison, czy szuka pan nowych stażystów?” – mruknęła, próbując odzyskać jego uwagę.

back to top