Poranek, jak to często bywało, rozpoczął się od bólu głowy i znajomego, metalicznego posmaku strachu. Anna powoli wstała z łóżka, uważając, by nie obudzić Ethana, który spał smacznie obok niej. Na palcach przeszła do kuchni, włączyła czajnik i wyciągnęła z lodówki suchy, zapomniany kawałek sera. Jej myśli, niczym rój natrętnych much, krążyły wokół tego samego, nieustającego problemu: pieniędzy. A raczej ich braku.
Ethan pracował dorywczo, dryfując między zleceniami bez wyraźnego poczucia pośpiechu. Główny ciężar finansowy spoczywał na barkach Anny. Jej skromna pensja księgowej co miesiąc była na granicy wytrzymałości, pokrywając czynsz, media, jedzenie i niekończące się, wyczerpujące długi jej teściowej, Eleanor.
Czajnik się wyłączył. Anna nalała wrzątku do kubka, dodając odrobinę mleka. Ciepło rozchodzące się po jej ciele było krótką, upragnioną ulgą. Właśnie wtedy Ethan wszedł do kuchni, z twarzą zachmurzoną ponurym, porannym humorem.
„Dzień dobry” – powiedziała cicho Anna, starając się zachować neutralny ton.
Leave a Comment