„Przekaż mu”.
„Ale inżynierze…”
„Teraz”.
Dłonie młodego mężczyzny sunęły po klawiaturze. Wykonywał polecenia, zamykał procesy, otwierał wewnętrzne połączenia. Po czole spływał mu pot.
Zegar wskazywał dziesięć minut.
„Szybko się poruszają” – mruknął. „Dobrze”.
Jeden z inżynierów wyszeptał:
„Jesteśmy gotowi”.
Álvaro pokręcił głową.
„Nie”.
Wyraz jego twarzy się zmienił. Nie wyglądał już na nieśmiałego. Wyglądał jak ktoś, kto przywykł do wyścigów z czasem.
„Jeśli uda mi się odizolować serwer centralny, szkody będą ograniczone. Ale…”
„Ale co?” – zapytała Camila.
„Utracisz dane o przychodach”.
Zacisnęła usta.
„Zrób to”.
Pięć minut. W biurze zapadła cisza. Słychać było jedynie dźwięki klawiatur.
Minęły trzy minuty. Na ekranach zaczęły mnożyć się wiadomości z żądaniem okupu.
Inżynier wstał zrozpaczony.
„Dodzwonili się do Finansów!”
Álvaro zamknął na chwilę oczy, a następnie wykonał ostatnią sekwencję.
Ekrany zamigotały. Potem… zrobiły się czarne.
Sekunda, która wydawała się wiecznością. Dwie. Trzy.
Potem systemy się zrestartowały. Pliki wróciły. Komputer działał poprawnie.
Atak został zatrzymany.
Przez kilka sekund nikt nie powiedział ani słowa, jakby ich mózgi potrzebowały czasu na przetworzenie tego, co się stało.
Dopóki ktoś nie krzyknął: „Wróciło!”
Potem kolejny: „Serwery działają!”
Leave a Comment