Zalogowałem się do naszej wspólnej chmury. Znalazłem folder z etykietą „Dokumenty podatkowe 2024”. To był ten folder, który Aiden obsesyjnie sprawdzał.
Napisałem fragment kodu. Wirus finansowy, elegancki i niszczycielski. Osadziłem go w pliku PDF. W chwili, gdy ktokolwiek uzyskał dostęp do tego pliku z adresu IP spoza Stanów Zjednoczonych, uruchomiłoby to lawinę. Zamroziłoby to konta, zablokowałoby cyfrowe klucze do muszli na Kajmanach i wysłało do SEC (Securities and Exchange Commission) flagę z podejrzaną aktywnością.
Potem czekałem na wschód słońca.
Poniedziałek rano. Marcus obudził się gwiżdżąc. Był w dobrym humorze. To był jego ostatni dzień pracy. Prawdopodobnie miał zarezerwowany bilet do jakiegoś tropikalnego miejsca na wieczór.
„Mam dla ciebie niespodziankę” – powiedziałem przy kawie.
Spojrzał w górę, w jego oczach pojawił się błysk niepokoju. „Och?”
„Zaprosiłem kilka osób na brunchowe spotkanie. Twoich największych klientów. Roberta Steinberga. Jennifer Wu. Wspólników z firmy.”
Marcus zamarł. „Tu? Teraz?”
„Będą za dwadzieścia minut. Powiedziałem im, że masz ważne ogłoszenie dotyczące fuzji.”
„Avo, ja… ja nie jestem przygotowany na…”
„Bzdura” – uśmiechnąłem się. „Zawsze jesteś przygotowany.”
Wysłałem zaproszenia o 4:00 rano z jego sklonowanego telefonu. Sprawiłem, że brzmiały pilnie. Krytycznie. Kiedy Aiden Mercer dzwoni na spotkanie o 7:00 rano, ludzie się pojawiają.
Zadzwonił dzwonek do drzwi.
Marcus wyglądał, jakby miał ochotę zwymiotować.
Otworzyłem drzwi. Robert Steinberg, prezes Steinberg Industries, wszedł, zdezorientowany, ale zaintrygowany. Za nim szli inni. Ciężkie ciosy. Ludzie, którymi zarządzał Aiden.
„Aiden” – powiedział Robert, wyciągając rękę do Marcusa. „Oby to było dobre. Opuściłem zebranie zarządu”.
Marcus uścisnął mu dłoń, a jego dłoń wyraźnie się pociła. „Robert. Miło cię widzieć”.
„No i co?” – zapytała Jennifer Wu, zerkając na zegarek. „Jaki jest komunikat?”
Zrobiłam krok naprzód. „Właściwie komunikat jest mój”.
W sali zapadła cisza. Marcus spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem. Wiedział, że scenariusz zszedł na manowce.
„Chciałam wam wszystkim podziękować za przybycie” – powiedziałam. „Wiem, że mój mąż ostatnio… zmienił się. Bardziej uważny. Mniej uczulony na skorupiaki”.
Kilka nerwowych chichotów.
„Ale prawda jest taka” – kontynuowałam, a mój głos stwardniał – „że mężczyzna stojący przed wami to nie Aiden Mercer”.
Marcus rzucił się naprzód. „Ava, nie…”
„Usiądź, Marcus” – warknęłam.
Wyciągnęłam telefon i podłączyłam go do telewizora w salonie.
„Chciałabym ci odtworzyć nagranie” – powiedziałam.
Leave a Comment