Pobiegłam do męża na salę operacyjną. Nagle pielęgniarka szepnęła mi: „Szybko, proszę pani, schowaj się i zaufaj mi! To pułapka!”. A dziesięć minut później… zamarłam, gdy go zobaczyłam. Okazało się, że…

Pobiegłam do męża na salę operacyjną. Nagle pielęgniarka szepnęła mi: „Szybko, proszę pani, schowaj się i zaufaj mi! To pułapka!”. A dziesięć minut później… zamarłam, gdy go zobaczyłam. Okazało się, że…

Następnie serwerownia. Przesunąłem kartę Ayany. Ciężkie drzwi otworzyły się z kliknięciem.

Rzędy kelnerów mrugały w ciemności jak zielone oczy. Znalazłem konsolę, podłączyłem pendrive i gorączkowo szukałem nagrań z kamer. Parking podziemny. Znak czasu: 23:45.

I oto jest. Tariq wysiadający ze swojego Porsche, śmiejący się z Chanice. Brak krwi. Brak obrażeń. Po prostu mężczyzna idący na swój własny, sfingowany pogrzeb.

Kopiuję… 20%… 40%…

Usłyszałem kroki na korytarzu. Szybkie, gniewne kroki.

„Sprawdźcie biuro!” – rozległ się głos Vaughna. „Sprawdzę serwery!”

Serce mi zamarło. Alarm przeciwpożarowy musiał być wyłączony.

Zablokowany.

80%… 90%…

Klamka się obróciła.

Pobieranie zakończone.

Szukałem dysku, obracając się w momencie, gdy drzwi gwałtownie się otworzyły.

Dr Vaughn stał tam z twarzą wykrzywioną w grymasie. Za nim stał Chanice, trzymając dużą, złowieszczą strzykawkę.

„Szukasz mnie, Nia?” syknął Chanice.

Cofałem się, aż uderzyłem w szafy serwerowe. „Wiem wszystko. Mam dowód”.

Vaughn roześmiał się, wchodząc do pokoju. „Nic nie masz. Naprawdę myślałeś, że jesteśmy aż tak niechlujni?”

Wskazał na pendrive w mojej dłoni. „To nagranie? To pętla. Prawdziwy sygnał podmieniliśmy kilka godzin temu”.

Wskazał na mój telefon. „A plik w moim biurze? Podrzucona kopia. Oryginały to popiół”.

Ścisnęło mnie w żołądku. „A Ayana?”

„Ten mały szczur?” Chanice uśmiechnęła się okrutnie. „Już się nią zajęto”.

Ogarnęła mnie rozpacz. To wszystko była gra. Labirynt, który zbudowali, a ja pobiegłam prosto do środka.

„Witamy w prawdziwej pułapce” – powiedział Vaughn, zamykając drzwi. „Teraz masz dwie możliwości. Podpisz dobrowolnie zgodę na „zabieg”… albo Chanice da ci koktajl, który sprawi, że będziesz go podpisywać, śliniąc się”.

Chanice zdjęła nakrętkę ze strzykawki, na końcu której pojawiła się przezroczysta ciecz. „Głosuję za koktajlem”.

Zapędzili mnie w kozi róg. Byłam uwięziona między kelnerami a moimi mordercami. Strach powrócił, ostry i paraliżujący. Ale potem coś sobie przypomniałam. Coś sprzed miesięcy.

„Czekaj” – powiedziałam drżącym głosem. „Wygrałaś, dobrze? Podpiszę. Ale pozwól mi odsłuchać pocztę głosową po raz ostatni. Moja matka… Chcę tylko usłyszeć jej głos”.

Vaughn przewrócił oczami. „Szybko”.

Wyciągnęłam telefon. Ale nie weszłam na pocztę głosową. Przeszłam do ukrytego folderu, który nazwałam „Przepisy”.

„Zanim umrę” – powiedziałam, a mój głos się uspokoił – „myślę, że powinieneś to usłyszeć”.

Nacisnęłam „play”.

back to top