Pobiegłam do męża na salę operacyjną. Nagle pielęgniarka szepnęła mi: „Szybko, proszę pani, schowaj się i zaufaj mi! To pułapka!”. A dziesięć minut później… zamarłam, gdy go zobaczyłam. Okazało się, że…

Pobiegłam do męża na salę operacyjną. Nagle pielęgniarka szepnęła mi: „Szybko, proszę pani, schowaj się i zaufaj mi! To pułapka!”. A dziesięć minut później… zamarłam, gdy go zobaczyłam. Okazało się, że…

Głos Tariqa wypełnił małe pomieszczenie, cienki, ale nieomylny.

„Nie obchodzi mnie, jak wyczyścisz kasę. Tylko dopilnuj, żeby te dwa miliony z łapówek za beton trafiły na konto szwajcarskie do piątku. Jeśli inspektorzy dowiedzą się o materiałach niskiej jakości, przekupimy ich. Jeśli nie wezmą, zakopiemy ich”.

To było nagranie sprzed trzech miesięcy. Przyłapałam go na kłótni w gabinecie i nagrałam to, żeby mieć pretekst do rozwodu, o który bałam się prosić.

Vaughn zbladł. „Co to jest?”

„Przestępstwa federalne” – powiedziałam, trzymając telefon jak tarczę. „Pranie brudnych pieniędzy. Przekupstwo. A teraz spisek w celu popełnienia morderstwa”.

„Oddaj mi telefon!” – rzuciła się Chanice.

„Już jest w chmurze!” – skłamałem. „A ta rozmowa? Transmisja na żywo do mojego prawnika”.

To był blef. W piwnicy nie było zasięgu. Ale strach potrafi zaślepić.

„Zabij ją!” – krzyknął Vaughn. „Zrób to teraz!”

Chanice uniosła igłę. Przygotowałem się na ukłucie śmierci.

BAM.

Drzwi serwerowni otworzyły się z hukiem.

Tariq stał tam. Wciąż w szpitalnej koszuli, z rumieńcem na twarzy i dzikim wyrazem twarzy. Musiał zdać sobie sprawę, że coś jest nie tak, kiedy Vaughn nie wrócił.

„Co się, do cholery, dzieje?” – ryknął. „Miało być czysto!”

Zobaczył Nię osaczoną z telefonem w dłoni. Dostrzegł panikę na twarzy Vaughna.

„Ona wie” – wyjąkał Vaughn. „Ma nagrania twoich transakcji. Mówi, że to transmituje”.

Tariq spojrzał na mnie. Miłość w jego oczach dawno zniknęła, zastąpiona zimną, gadzią nienawiścią.

„Myślisz, że jesteś mądra, Nia?” Wszedł do pokoju, blokując wyjście. „To piwnica. Nie ma sygnału. Niczego nie transmitujesz”.

Serce mi stanęło. Wiedział.

„Oddaj mi telefon” – rozkazał Tariq, wyciągając rękę.

„Nie”.

Rzucił się do mnie. Był szybszy, niż się spodziewałam. Złapał mnie za nadgarstek i gwałtownie wykręcił. Krzyknęłam, upuszczając telefon. Chanice go odkopnęła.

„Koniec gry, kochanie” – Tariq uśmiechnął się, chwytając mnie za gardło.

„Nie do końca”.

Z korytarza dobiegł głos. Silny. Buntowniczy.

Ayana.

Stała w drzwiach, posiniaczona, ale wyprostowana. I nie była sama. Dwóch krzepkich ochroniarzy okrążyło ją z rękami na paralizatorach.

„Niemożliwe” – wyszeptał Vaughn.

„Naprawdę myślałaś, że wyślę tu panią Nię samą?” Ayana weszła do pokoju. „Nie alarm przeciwpożarowy był powodem rozproszenia. To Nia była powodem rozproszenia”.

Wskazała na małą czerwoną lampkę migającą w rogu sufitu.

„Podczas gdy wy trzy bawiłyście się w kotka i myszkę, ochrona i ja ominęliśmy blokadę serwera. Oglądamy cały ten pokój na żywo od dziesięciu minut. Każde zagrożenie. Każde wyznanie. Nagrane”.

Tariq zbladł.

Dr Vaughn warknął. Zdał sobie sprawę, że jego życie się skończyło. Z dzikim warknięciem rzucił się – nie na mnie, ale na Ayanę, przyczynę jego zguby.

„Ayano, ruszaj się!” – krzyknęłam.

Ale Ayana była gotowa. Gdy Vaughn ruszył do ataku, wyciągnęła z kieszeni małą strzykawkę – środek uspokajający, który musiała zwędzić z izby przyjęć. Uniknęła jego niezdarnego ataku i wbiła mu igłę w udo.

„Proszę usiąść, doktorze” – powiedziała chłodno.

Vaughn załamał się, a oczy wywróciły mu się w głowie.

Chanice krzyknęła i próbowała uciec, ale strażnik ją powalił, zanim zdążyła zrobić dwa kroki.

Został Tariq.

Spojrzał na swoich wspólników leżących na podłodze.

back to top