Tariq roześmiał się. Ten dźwięk zniszczył resztki mojej miłości do niego. „Będzie zdruzgotana. Jest taka naiwna. Widziałeś jej minę, kiedy trzy tygodnie temu kazałem jej podpisać tę polisę ubezpieczeniową? Naprawdę mi podziękowała”.
Polisa ubezpieczeniowa. Kłótnia o składki. Wszystko zaskoczyło jak zapadki w zamku. Nie tylko podpisałem polisę; podpisałem własny wyrok śmierci.
„Musimy wczuć się w rolę” – powiedział dr Vaughn, zerkając na zegarek. „Tariq, idź na salę pooperacyjną. Podłącz kroplówki. Musisz wyglądać na osłabionego. Stabilnego, ale osłabionego”.
„Znam procedurę” – Tariq przewrócił oczami. „Ale jutro? Można?”
„Tak” – Vaughn skinął głową. „Powiem jej, że znaleźliśmy skrzep. Poproszę ją o podpisanie zgody na drugi zabieg jutro rano. Zabieg „oczyszczający”. Wysokie ryzyko powikłań po znieczuleniu”.
„A jeśli umrze na stole?” – zapytała Chanice, a jej oczy błyszczały.
„Wtedy wy dwoje będziecie się cieszyć Szwajcarią z pięcioma milionami dolarów” – uśmiechnął się Vaughn. „A ja dostanę swoją darowiznę”.
Odeszli, a ich śmiech cichł w głębi korytarza.
Trzęsłam się. Już nie ze strachu. Ale z wściekłości tak gorącej, tak czystej, że czułam się, jakbym połknęła gwiazdę. Nie tylko mnie zabijali; śmiali się z tego.
Drzwi szatni kliknęły. Wzdrygnęłam się.
Uchyliły się na chwilę, ukazując Ayanę.
„Widziałaś?” – wyszeptała.
„Widziałam wszystko” – powiedziałam zimnym i twardym głosem. „Ubezpieczenie. Udawana operacja. Zabiją mnie”.
Ayana ponuro skinęła głową. „Podejrzewałam Vaughna od miesięcy. To rzeźnik. Specjalizuje się w „nieszczęśliwych” zgonach za wysokie odszkodowania. Dziś wieczorem włamałam się do jego biura. Znalazłam prawdziwą kartę Tariqa. Dwa dni temu miał pełne badanie lekarskie. Czysty stan zdrowia”.
„Pomóż mi ich zniszczyć” – powiedziałam.
Ayana podała mi białą kartę dostępu i mały pendrive. „Potrzebujemy dowodu. Niepodważalnego dowodu. Sfingowali przyjazd karetki, co oznacza, że Tariq sam tu przyjechał. Zaparkował na podziemnym parkingu dla personelu”.
„Kamery” – uświadomiłam sobie.
„Dokładnie. Jego biuro jest w piwnicy. Serwerownia jest obok. Zjedź windą służbową. Nagraj, jak wchodzi dziś wieczorem. Zdobądź prawdziwą dokumentację medyczną z jego biurka”.
„A ty?”
„Zrobię dywersję. Włączę alarm przeciwpożarowy na piątym piętrze. To da ci dziesięć minut”.
Telefon zawibrował mi w kieszeni. Dr Alistair Vaughn.
„Odbierz” – poleciła Ayana. „Odegraj rolę. Bądź płaczącą wdową”.
Wzięłam głęboki oddech, przelałam w siebie całą swoją energię i odebrałam. „Doktorze? Proszę, powiedz mi, że nic mu nie jest!”
Zejście
Piwnica była trzewiami bestii. Wilgotna, ciemna i brzęcząca od dźwięków maszyn. W oddali wył alarm przeciwpożarowy, stłumione bicie serca chaosu, które zagłuszało moje kroki.
Najpierw znalazłem gabinet Vaughna. Był wystawny, pachniał skórą i grzechem. Nie miałem czasu otwierać zamków, ale szczęście mi sprzyjało – zostawił na biurku teczkę z napisem „Projekt T”. W środku znajdował się prawdziwy raport. Optymalne Zdrowie.
Drżącymi rękami robiłem zdjęcia każdej strony.
Leave a Comment