O drugiej w nocy tata napisał SMS-a: „Złap siostrę i uciekaj. Nie ufaj matce”. Zadzwoniła, twierdząc, że jest chory. „Odstawił leki” – powiedziała. Ale w tle usłyszałem kluczyki do samochodu. Nie było jej w domu. Polowała na nas. Uciekliśmy, a życie, które znaliśmy, się skończyło.

O drugiej w nocy tata napisał SMS-a: „Złap siostrę i uciekaj. Nie ufaj matce”. Zadzwoniła, twierdząc, że jest chory. „Odstawił leki” – powiedziała. Ale w tle usłyszałem kluczyki do samochodu. Nie było jej w domu. Polowała na nas. Uciekliśmy, a życie, które znaliśmy, się skończyło.

„Dziś wieczorem nie pojawił się na odprawie” – kontynuował Reeves. „Uważamy, że jego przykrywka została zdemaskowana. Ludzie, dla których pracuje twoja matka… nie zostawiają żadnych niedokończonych spraw. Skoro cię ostrzegł, to znaczy, że ty też jesteś celem”.

„Moja matka…” Nie mogłam dokończyć zdania.

„Twoja matka jest główną podejrzaną w śledztwie RICO” – powiedział Reeves. „Nie przyjedzie cię odebrać, Zoe. Przyjedzie, żeby zapewnić sobie twoją przewagę nad ojcem. Musisz zniknąć z ulic”.

Cliffhanger:
„Wysyłam tam jednostkę” – powiedział Reeves. „Gdzie jesteś?”
„W Quick-Mart na rogu Czwartej i Głównej” – powiedziałam. „Zostań w środku. Nie wychodź, dopóki nie zobaczysz czarnego Suburbana. Zoe, spójrz na mnie – nie ufaj lokalnej policji. Jej siatki sięgają głęboko”.
Rozłączyłem się. Złapałem Beccę za rękę, żeby wciągnąć ją z powrotem do środka, ale zamarła.

e, wskazując w dół ulicy.

„Zoe” – pisnęła. „Patrz”.

Powoli przejeżdżał ulicą, z wyłączonymi światłami jak rekin w ciemnej wodzie, srebrny SUV. Samochód mamy. Znalazła nas.

Rozdział 3: Łowca
Zauważyła nas.

Widziałem, jak odwraca głowę, jej sylwetka rysowała się na tle latarni. SUV przyspieszył, silnik ryknął, gdy skręciła za podwójną żółtą linię w stronę parkingu.

„Uciekaj!” – krzyknąłem.

Nie wróciliśmy do sklepu; pobiegliśmy na tyły, w stronę rampy załadunkowej. Było tam zardzewiałe ogrodzenie z siatki z wyrwą, którą widziałem, jak robią miejscowi skaterzy.

„Przez dziurę!” – popchnąłem Beccę do przodu. Przecisnęła się przez nią, rozrywając kaptur na drucie. Przecisnąłem się za nią akurat w momencie, gdy srebrny SUV z piskiem opon wyjechał zza rogu, oślepiając nas długimi światłami.

Staliśmy teraz w zaułku, wąskim pasie popękanego betonu za centrum handlowym.

„Zoe, nie mogę już biec!” Becca szlochała, a jej klatka piersiowa unosiła się i opadała.

„Musisz!” Złapałam ją za rękę. „Ona nie jest teraz mamą, Becca. Jest jedną z nich.”

Pobiegłyśmy zaułkiem, wybiegając na cichą, osiedlową ulicę. Zobaczyłam taksówkę stojącą na biegu jałowym na znaku stop, a kierowca patrzył na GPS. To był cud.

Zapukałam w szybę. „Proszę! Mamy gotówkę! Jedźcie!”

Kierowca, starszy mężczyzna z siwą brodą, spojrzał na nasze przerażone twarze i otworzył drzwi. Wsiedliśmy do środka.

„Po prostu jedźcie! Skręćcie w lewo!” krzyknęłam, rzucając dwudziestodolarowy banknot na przednie siedzenie.

Nacisnął pedał gazu. „Kłopoty w domu, dzieciaki?”

„Coś takiego” – wydyszałam, wyglądając przez tylną szybę. Ulica była pusta. Zgubiliśmy ją.

A przynajmniej tak mi się wydawało.

Dwie przecznice dalej, reflektory wypełniły tylną szybę. Jasne. Agresywne.

back to top