Ethan wyskoczył przez drzwi wejściowe i pobiegł do naszego vana. Wskoczył na tylne siedzenie, trzęsąc się ze strachu.
„Załapałeś?” – wysapał.
„Zabraliśmy wszystko” – powiedziałem, mocno go przytulając. „Mamy broń i mamy groźbę”.
„Czy to wystarczy, żeby ją aresztować?” – zapytał Ethan.
„Za napaść? Może” – odparła Linda. „Ale Gerald Hayes jest kluczem do pieniędzy. Jeśli ją teraz aresztujemy, Hayes ucieknie, a Rob zostanie z długami. Musimy ich złapać razem. Musimy ich złapać na spisku, żeby ukraść twoją własność.
Spojrzałem na nagranie aroganckiej miny Chelsea. „Mam plan. Chce mojego mieszkania? Dam jej je”.
Rozdział 5: Koń trojański
Pułapka wymagała ode mnie przełknięcia dumy i odegrania roli, którą wyznaczyła mi Chelsea: pokonanej, umierającej staruszki.
Przygotowałem mieszkanie. Linda umieściła ukryte kamery w regale, zegarze i lampach. Rozłożyłem na stole fałszywe rachunki medyczne – raporty onkologiczne, leki na niewydolność serca.
Potem zadzwoniłem.
„Rob” – powiedziałem, drżąc w głosie. „Jestem zmęczony. Nie mogę już walczyć. Lekarze mówią… cóż, nieważne, co powiedzą. Chcę ci przekazać mieszkanie. Teraz. Zanim będzie za późno”.
„Mamo?” Rob brzmiał na zszokowanego. „Wszystko w porządku?”
„Przyprowadź Chelsea i jej prawnika. Chcę, żeby wszystko było podpisane i legalne. Jutro o 15:00”.
Kiedy przyjechali, siedziałam w fotelu, owinięta szalem, wyglądając na małą. Chelsea weszła, jakby była właścicielką tego miejsca, omiatając wzrokiem pokój, obliczając metraż. Za nią podążał Gerald Hayes, elegancki i gadzi w drogim garniturze. Rob szedł za nim, wyglądając na winnego.
„Elellaneno” – powiedziała Chelsea głosem ociekającym udawanym współczuciem. „Wyglądasz… okropnie”.
„Usiądź” – wydyszałam.
Gerald otworzył teczkę. „Pani Stone, przygotowałem akt darowizny. Przenosi on pełną własność na Roberta Stone’a natychmiast. Nieodwołalnie”.
„A Ethan?” – zapytałam słabo. „Co się z nim stanie?”
„Znajdziemy dla niego… odpowiednią placówkę” – powiedziała Chelsea, badając paznokcie. „Szkołę wojskową w San Diego. Specjalizują się w pracy z trudną młodzieżą”.
„Drużynę?” Spojrzałam na Roba. „Tak ci się wydaje?”
Rob odwrócił wzrok. „Chelsea mówi, że tak będzie najlepiej”.
„Chelsea mówi” – powtórzyłam. „A dom? Zostawisz go w rodzinie?”
Chelsea roześmiała się, nie mogąc się powstrzymać. „Och, proszę. Ta rudera? Mamy już gotowego kupca. Cztery i pół miliona. Jedziemy do Miami, Elellaneno. Będziemy żyć życiem, na jakie zasługuje Rob, z dala od twojej ingerencji”.
„Więc sprzedajesz mój dom. Odsyłasz mojego wnuka. I zabierasz mi syna”.
„Już po wszystkim” – uśmiechnęła się Chelsea, pochylając się do przodu. „Przegrałeś. Zawsze byłeś tylko przeszkodą. Tak jak córka Richarda. Tak jak Paul”.
„Paul Vega?” Zapytałam ostro, ściszając drżący głos.
Chelsea zamarła. Gerald przestał klikać długopisem.
„Skąd znasz to nazwisko?” wyszeptała Chelsea.
„I Richard Miller” – kontynuowałam, a mój głos nabierał siły. „I Franklin Adams”.
Wstałam, zrzucając szal. Wyprostowałam się na całą wysokość, a Komandor wrócił do pokoju. „I nie zapominajmy o zatruciu naparstnicą. Ani o wygodnym upadku ze schodów”.
„Rob, chodźmy” – syknęła Chelsea, chwytając Roba za ramię. „Ona jest niedołężna”.
„Usiądź!” – warknęłam. Polecenie było tak autorytatywne, że Rob faktycznie usiadł.
„Myślisz, że jesteś mądra, Vanesso” – powiedziałam. „Ale popełniłaś jeden błąd. Nie doceniłaś babci”.
Skinęłam głową w stronę drzwi sypialni. Linda Davis wyszła z laptopem w ręku.
„Wszystko jest nagrane” – powiedziała spokojnie Linda. „Spowiedź. Spisek mający na celu popełnienie oszustwa. I mamy nagranie świecznika.
„To prowokacja!” krzyknął Gerald, wstając. „To się nie utrzyma!”
„Jesteśmy w moim domu” – powiedziałem. „Mogę nagrywać”
Leave a Comment