Cokolwiek zechcę. A tak przy okazji, te papiery, które miałem podpisać? Zawierają ukrytą klauzulę: „nieważne, jeśli podpisane pod przymusem lub w celu oszustwa”. Właśnie przyznałeś się do oszustwa.
Wyciągnąłem telefon. „Kapitanie Spencer? Natychmiast”.
Rozdział 6: Spowiedź
Drzwi wejściowe otworzyły się z hukiem. Kapitan Spencer i czterech umundurowanych funkcjonariuszy wpadli do małego mieszkania.
„Chelsea Brooks, znana również jako Vanessa Jimenez” – oznajmił Spencer. „Jesteś aresztowana za oszustwo, wymuszenie, napaść z użyciem niebezpiecznej broni i spisek w celu popełnienia morderstwa”.
„Nie!” – krzyknęła Chelsea, cofając się. „Rob! Zrób coś! Ona kłamie!”
Odwróciła się do mojego syna, a jej maska w końcu opadła, odsłaniając przerażone, wściekłe zwierzę pod spodem. „Rob, powiedz im! Jestem twoją żoną!”
Rob powoli wstał. Spojrzał na policjanta, na mnie, a potem na ekran laptopa, na którym Linda odtwarzała nagranie Chelsea trzymającej zakrwawiony świecznik.
Spojrzał na Chelsea. „Uderzyłaś go” – wyszeptał. „Mówiłaś mi, że cię zaatakował. Ale go uderzyłaś”.
„To bachor! Zasłużył na to!” – wrzasnęła Chelsea.
„A ty czekałeś na śmierć mojej matki” – kontynuował Rob łamiącym się głosem. „Odizolowałeś mnie. Sprawiłeś, że znienawidziłem własną rodzinę”.
„Zrobiłem to dla nas!”
„Zrobiłeś to dla pieniędzy” – powiedział Rob, a łzy spływały mu po twarzy. „Nigdy mnie nie kochałeś. Jesteś potworem”.
„Gerald Hayes” – powiedział Spencer, zakładając kajdanki prawnikowi. „Mamy twoje konta na Kajmanach. Wiemy o rozstaniu”.
Gdy policjanci wywlekali Chelsea, ta miotała się i przeklinała, wrzeszcząc obelgi, które przyprawiłyby marynarza o rumieniec. Nie była już wytworną damą z towarzystwa; była brzydka, surowa i pełna nienawiści.
Kiedy drzwi w końcu się zamknęły, w mieszkaniu zapadła ciężka cisza.
Rob opadł na sofę, chowając twarz w dłoniach. Szlochał – głębokim, rozdzierającym dźwiękiem człowieka, który zdaje sobie sprawę, że prawie zniszczył wszystko, co miało dla niego znaczenie.
Nie podeszłam do niego od razu. Pozwoliłam mu płakać. Musiał poczuć ciężar swoich błędów.
W końcu usiadłam obok niego. „Rob”.
„Przepraszam” – wykrztusił. „Mamo, tak mi przykro. Nie zasługuję na ciebie. Nie zasługuję na Ethana”.
„Masz rację” – powiedziałam surowo. „Teraz nie zasługujesz. Zawiodłaś go. Zawiodłaś nas”.
Spojrzał w górę, zdruzgotany.
„Ale” – złagodniałam, kładąc dłoń na jego ramieniu. „Jesteś moim synem. A my, kobiety Stone… nie rezygnujemy z rodziny. Masz przed sobą długą drogę, żeby odzyskać zaufanie Ethana. Ale nie przejdziesz jej sama”.
Rozdział 7: Ostateczny werdykt
Sześć miesięcy później sala sądowa była pełna. Historia „Czarnej Wdowy z Greenwich Village” zdominowała nagłówki gazet.
Siedziałam w pierwszym rzędzie, Ethan po mojej prawej, Rob po lewej.
Prokurator wezwał swojego głównego świadka. Otworzyły się tylne drzwi i wszedł młody mężczyzna, wyglądający na zdenerwowanego, ale zdrowego. Paul Vega.
Linda znalazła go w Gwatemali. Przywieźliśmy go samolotem i umieściliśmy w areszcie ochronnym.
Kiedy Chelsea go zobaczyła, krew odpłynęła jej z twarzy. Wiedziała, że to koniec.
Leave a Comment