„Zaginiony od czterech lat. Ale mam na niego trop w Gwatemali. Chyba mu zapłaciła albo groziła, że odejdzie.
„Izoluje mężczyznę, eliminuje spadkobierców i zabiera pieniądze” – powiedziałem, czując chłód. „A Rob będzie następny. Jak tylko dostanie moje mieszkanie”.
„Ma wspólnika” – dodała Linda, wyciągając wyciąg bankowy. „Prawnika o nazwisku Gerald Hayes. Zajmował się testamentami i sprzedażą nieruchomości we wszystkich trzech poprzednich małżeństwach. Pobiera 50% udziału”.
Usiadłem wygodnie, uświadamiając sobie powagę sytuacji. To nie była po prostu okrutna macocha; to był seryjny drapieżnik. Czarna wdowa. I spała pod jednym dachem z moim synem.
„Mamy historię” – powiedziałem – „ale historia nie jest dowodem popełnienia przestępstwa. Musimy ją złapać na gorącym uczynku. Potrzebujemy tego świecznika”.
„Nie możemy uzyskać nakazu z powodu podejrzeń z przeszłości” – zauważyła Linda.
„Nie” – uśmiechnąłem się ponuro. „Ale Ethan tam mieszka. Ma prawo odzyskać swoje rzeczy osobiste”.
Odwróciłem się do Ethana, który podsłuchiwał z progu, blady, ale zdeterminowany. „Ethan, jesteś na tyle odważny, żeby wrócić do tego domu?”
„Jeśli to ją powstrzyma? Tak”.
„Podłączymy cię do sieci” – powiedziałem. „Kamery guzikowe. Wysoka rozdzielczość. Ty pójdziesz po swoje ubrania. Znajdziesz ten świecznik. Zmusisz ją do rozmowy. A my będziemy słuchać każdego słowa”.
Rozdział 4: W głąb lwiej jamy
Operacja była zaplanowana na następne popołudnie. Rob był w pracy; Chelsea była w domu. Zadzwoniłem do Roba i zażądałem, żeby Ethan mógł odebrać podręczniki. Niechętnie się zgodził, każąc nam się spieszyć.
Zaparkowaliśmy na ulicy w nieoznakowanym vanie Lindy. Obserwowałem monitory, jak Ethan idzie podjazdem. Serce podeszło mi do gardła. To był tylko chłopiec, wkraczający do kryjówki potwora.
„Kamera numer jeden jest czysta” – powiedziała Linda, regulując dźwięk. „Idź, dzieciaku”.
Ethan zadzwonił dzwonkiem. Drzwi się otworzyły, ukazując Chelsea w stroju sportowym. Na czarno-białym ekranie widać było jej szyderczy uśmieszek.
„Szybko, mały bachorze” – warknęła. „Nie chcę, żebyś zasmrodził mi w domu”.
„Potrzebuję tylko plecaka” – powiedział Ethan zaskakująco spokojnym głosem.
Poszedł na górę. Kamera przesunęła się po jego sypialni – była zdemolowana. Ubrania podarte, plakaty zerwane.
„Zniszczyła mi pokój” – wyszeptał Ethan, żeby nas pocieszyć.
„Skup się” – mruknęłam do ekranu. „Świecznik”.
Przeszukał szafę. Nic. Sprawdził pod łóżkiem. Nic. Potem podszedł do biurka. Otworzył dolną szufladę, odsuwając na bok stos komiksów.
Był. Zawinięty w koszulkę. Odsunął materiał. Srebrna podstawa była poplamiona ciemną, zaschniętą skorupą. Krew.
„Mam” – wyszeptała Linda. „Przybliż, Et”
han. Idealnie.”
Ethan pstryknął zdjęcie telefonem, a potem zatrzasnął szufladę. Odwrócił się, żeby wyjść, ale Chelsea blokowała mu drzwi.
Krew zastygła mi w żyłach.
„Co robiłeś w tej szufladzie?” zapytała niebezpiecznie niskim głosem.
„Po prostu… szukałem mojego kalkulatora” – wyjąkał Ethan.
„Kłamczucha”. Podeszła bliżej. „Myślisz, że jesteś mądry? Myślisz, że twoja babcia cię uratuje? Ta stara jędza lada dzień padnie trupem. A kiedy to nastąpi, sprzedam jej żałosne mieszkanie i wymażę ją z pamięci Roba, tak jak wymażę jego pierwszą żonę”.
„Mój tata się domyśli” – rzucił Ethan.
„Twój tata?” Chelsea odrzuciła głowę do tyłu i zaśmiała się – dźwięk, który przebił się przez głośniki. „Twój tata to żałosny, samotny człowiek. Kontroluję to, co je, kogo widzi i co myśli. Wierzy w to, co mu każę wierzyć. A teraz uważa cię za niebezpiecznego psychopatę”.
Wyciągnęła telefon. „Właściwie dzwonię do Geralda. Przesuwamy oś czasu. Mam dość czekania, aż natura zrobi swoje z Elellaneną”.
„Wynoś się stamtąd, Ethan” – rozkazałem do ekranu. „Uciekaj”.
Ethan przepchnął się obok niej i zbiegł po schodach.
„Dobrze, uciekaj!” – krzyknęła za nim. „I powiedz starej wiedźmie, że ona będzie następna!”
Leave a Comment