Późnym wieczorem zadzwonił do mnie wnuk. „Babciu… Jestem na komisariacie. Macocha mnie wezwała… ale mówi, że ją zaatakowałem. Tata mi nie wierzy”. Kiedy dotarłem na komisariat, policjant zbladł i wyszeptał: „Przepraszam. Nie wiedziałem…”. I wszystko się zmieniło.

Późnym wieczorem zadzwonił do mnie wnuk. „Babciu… Jestem na komisariacie. Macocha mnie wezwała… ale mówi, że ją zaatakowałem. Tata mi nie wierzy”. Kiedy dotarłem na komisariat, policjant zbladł i wyszeptał: „Przepraszam. Nie wiedziałem…”. I wszystko się zmieniło.

Ethan wziął drżący oddech. „Spóźniłem się, bo się uczyłem. Napisałem do taty, ale spał. Kiedy wróciłem, światła były zgaszone. Chelsea czekała w ciemności. Zaczęła… krzyczeć, że jestem ciężarem, że tata mnie nienawidzi. Próbowałem wejść na górę, a ona złapała świecznik ze stołu w holu. Uderzyła mnie. Upadłem. Potem… potem rzuciła się na ścianę, żeby zrobić sobie siniaka”.

„Gdzie teraz jest świecznik?” zapytał delikatnie Spencer.

„Schowała go” – wyszeptał Ethan. „Zanim przyjechał tata”.

Spojrzałam na Spencera. „Znasz mnie, Charles. Znasz moje instynkty. Ta kobieta to profesjonalistka. To było zaplanowane”.

„Elellanena, mam związane ręce” – westchnęła Spencer. „Bez dowodów rzeczowych i z poparciem ojca nie mogę jej oskarżyć. Ale… mogę zwolnić Ethana pod twoją opiekę do czasu zakończenia śledztwa. Jeśli podpiszesz za niego”.

„Daj mi długopis”.

Podpisałam dokumenty energicznymi pociągnięciami. Gdy skończyłam, drzwi się otworzyły i wszedł Rob, żeby podpisać zwolnienie. Wyglądał jak duch chłopca, którego wychowałam.

„Rob” – powiedziałam, nie odwracając się, żeby na niego spojrzeć, kiedy składał podpis. „Spójrz na twarz swojego syna. Naprawdę na niego spójrz”.

„On potrzebuje pomocy, mamo” – mruknął Rob, wpatrując się w ścianę. „On jest nieopanowany. Chelsea panicznie się go boi”.

„Chelsea gra na tobie jak na skrzypcach, a ty tańczysz, jak ona gra” – powiedziałem, wstając. „Wybierasz kobietę, którą poznałeś w kasynie, zamiast dziecka, które przysięgałeś chronić”.

„Wybieram żonę!” – krzyknął Rob, w końcu pękając. „Dlaczego nie możesz zaakceptować, że jestem szczęśliwy?”

„Szczęśliwi mężczyźni nie wyglądają, jakby szli na własny pogrzeb, Rob”.

Wziąłem Ethana za rękę i minąłem go. W drzwiach zatrzymałem się i obejrzałem. „Dokonałeś dziś wyboru. Teraz ja dokonam swojego. Udowodnię, że kłamie, a kiedy to zrobię, mam nadzieję, że będziesz umiał żyć w zgodzie z samym sobą”.

Wyszliśmy w zimną noc. Gdy łapaliśmy taksówkę, Ethan spojrzał na mnie. „Babciu, co zrobimy? Tata nie posłucha”.

„Nie potrzebujemy, żeby słuchał, Ethan” – powiedziałem, obserwując, jak światła miasta odbijają się w jego zapłakanych oczach. „Potrzebujemy zła

dżentelmen. A Komandor Stone wraca z emerytury”.

Wróciłem do mieszkania, nad kubkami gorącej czekolady, a Ethan rzucił mi bombę, która poruszyła grunt pod nogami.

„Babciu… to nie tylko bicie” – powiedział cicho, wpatrując się w kubek. „W zeszłym tygodniu słyszałem ją przez telefon. Nie wiedziała, że ​​tam jestem. Rozmawiała z mężczyzną. Powiedziała… powiedziała: „Wszystko jest na dobrej drodze. Kiedy staruszka umrze, Rob odziedziczy mieszkanie. Sprzedamy je za cztery i pół miliona, porzucimy dzieciaka w szkole wojskowej i znikniemy w Miami”.

Moje dłonie na kubku zacisnęły się tak mocno, że aż zbielały mi kostki. „Czeka na moją śmierć?”

„Powiedziała, że ​​to tylko kwestia czasu. Że jesteś stary i słaby”.

W mojej piersi zapłonął zimny i niebezpieczny ogień. „Stary? Może. Słaby? Ona nie ma o tym pojęcia”.

Wstałem i podszedłem do regału z książkami, wyciągając stary, oprawiony w skórę notes. Zawierał numer Lindy Davis, mojej byłej partnerki, a teraz najbystrzejszej prywatnej detektyw w mieście.

„Idź spać, Ethan” – powiedziałem, wykręcając numer. „Jutro idziemy na łowy”.

Rozdział 3: Odkopywanie duchów

Dwa dni później Linda Davis siedziała przy moim stole w jadalni, między nami rozłożona była gruba szara teczka. Linda miała pięćdziesiąt lat, jej oczy nie mogły niczego przegapić, a cynizm dorównywał mojemu.

„Komandorze, miał pan rację” – powiedziała Linda, stukając palcem w zdjęcie młodszej Chelsea. „Nie nazywa się Chelsea Brooks. To Vanessa Jimenez. A pański syn nie jest jej pierwszą ofiarą. Jest numerem cztery”.

Pochyliłem się i założyłem okulary do czytania. „Pokaż mi”.

„Mąż numer jeden: Richard Miller, potentat w sklepie z narzędziami w San Diego. Ożenił się w wieku 24 lat. Zmarł dwa lata później na „nagły zawał serca”. Vanessa odeszła z 2,8 miliona dolarów. Jego córka próbowała pozwać, twierdząc, że zatruła go, ale nie potrafiła tego udowodnić.

„Digitalis?” mruknęłam. „Trudno go namierzyć, jeśli się nie szuka.”

„Dokładnie. Mąż numer dwa: Franklin Adams z Dallas. Spadł ze schodów sześć miesięcy po ślubie. Brzmi znajomo?”

Otworzyłam szeroko oczy. „Ten sam modus operandi, co w przypadku oskarżenia Ethana.”

„Dokładnie. I tu jest haczyk” – Linda rzuciła trzecie zdjęcie. „Mąż numer trzy: Joseph Vega. Nie umarł. Ale jego syn, Paul Vega, zniknął. Zniknął. Ojciec wpadł w głęboką depresję, udzielił Vanessie pełnomocnictwa i trafił do domu opieki. Ona wszystko zlikwidowała.”

„Gdzie jest syn?”

back to top