„Zła odpowiedź”. Wrzuciła jedną pełną fiolkę do zlewozmywaka i nacisnęła przycisk. Zgrzyt szkła i plastiku był najstraszniejszym dźwiękiem, jaki kiedykolwiek słyszałam.
Rzuciłam się, ale uniosła pozostałe fiolki jak broń. „Jedna z głowy. Masz teraz może cztery godziny, zamiast sześciu. Chcesz spróbować jeszcze raz?”
Ręce mi się trzęsły, nie z powodu niskiego poziomu cukru we krwi, ale z powodu adrenaliny i toksycznego przypływu glukozy. Cofnęłam się, a w głowie huczało. Telefon stacjonarny? Salon. Komórka? Na górze, ładuje się. Nawet gdybym do niego dotarła, do kogo bym zadzwoniła? Do gliniarzy? Pogotowia ratunkowego? Zajmie im to 30 minut. Zniszczy wszystko, a to będzie jej słowo przeciwko mojemu.
„Widzę, że kalkulujesz” – powiedziała Jade, blokując drzwi do kuchni. „Nie ma wyjścia. Po prostu powiedz im, co mam ci powiedzieć, a oddam ci insulinę. Prosty układ.”
Zerknęłam na małe kuchenne okno nad zlewem. To był wysoki spadek. Jade zobaczyła, jak moje oczy się poruszają. Chwyciła duży nóż kuchenny z bloku i położyła go na blacie między nami.
„Nawet o tym nie myśl” – powiedziała, wciąż lekkim głosem. „Nie zamierzam cię dźgnąć ani nic dramatycznego. Ale użyję tego, żeby przebić każdą z tych fiolek, jeśli spróbujesz wyjść z tego pokoju.”
Mdłości narastały. Metaliczny posmak ketonów był gęsty w ustach. Mój organizm już spalał tłuszcz, aby uzyskać energię, zatruwając przy tym krew.
„Wiesz, co jest zabawne?” – kontynuowała Jade, odkładając nóż na wyciągnięcie ręki. „Tak naprawdę wiele się nauczyłam o cukrzycy, obserwując cię. Wiem dokładnie, co dzieje się teraz z twoim ciałem. Twoje komórki głodują. Twoja wątroba produkuje więcej cukru, żeby „pomóc”, ale to tylko pogarsza sytuację”.
Miała rację. Pewnie dobijałam już do 130 kilogramów. Pragnienie było nie do zniesienia. Potrzebowałam wody, ale nie mogłam się ruszyć.
„Za jakąś godzinę” – powiedziała konwersacyjnie – „zaczniesz wymiotować. Potem pojawi się dezorientacja, osłabienie. Twój oddech stanie się szybki i płytki, gdy organizm będzie próbował zrekompensować kwasicę. Widziałam cię już z kwasicą ketonową. Pamiętasz, jak przed tą wizytą wyrzuciłam ci insulinę?”
Wspomnienie – OIOM, ból, zaniepokojone twarze rodziców – rozgniewało mnie na tyle, że mogłam się skupić.
„To prawie cię zabiło” – zamyśliła się. „Ale nie zabiło. Mama i tata zawieźli cię do szpitala, on
Trzymałam twoją rękę przez wiele dni. A gdzie ja byłam? Wysłana do cioci Carol, jakbym to ja była problemem”. Ścisnęła fiolki. „Tym razem będą musieli wybrać. Ich drogie, chore, chore dziecko… czy zdrowe, które po prostu chciało być widziane”.
Przycisnęłam dłonie do blatu, próbując się uspokoić. W pokoju było za gorąco, a moja skóra była sucha i zaczerwieniona.
„Co się stanie, kiedy zapadnę w śpiączkę?” – zdołałam zapytać ochrypłym głosem. „Myślisz, że kiedy znajdą mnie nieprzytomną, uwierzą, że cię uczyłam, po tym, jak dosłownie mnie zamordowałaś?”
„Tak dramatyzujesz”. Uśmiechnęła się. „Nie umrzesz. Po prostu zachorujesz na tyle… że kiedy cię „znajdę” i „uratuję” tą insuliną, będziesz tak wdzięczna, że powiesz, co chcę. Przemyślałam to. Będę bohaterką. W końcu to ja się tobą zaopiekuję”.
Mój wzrok zaczynał się rozmywać. Musiałam działać. Ale Jade ustawiła się idealnie. Za nią leżała likwidacja, obok nóż. Obserwowała każdy mój ruch.
„Chcesz wody?” zadrwiła, widząc, jak przełykam ślinę. „Musisz mieć już strasznie sucho w ustach. Ile, 350? 400? Ile w ogóle wskazuje twój licznik?”
Próbowałam sobie przypomnieć, czy mam jakieś inne ukryte zapasy. Stary długopis w kurtce? Fiolkę w szkolnej torbie? Nie, była skrupulatna. Planowała to od Święta Dziękczynienia.
„Wiesz, czego najbardziej nienawidziłam?” kontynuowała, a jej głos zmienił się w jadowity szept. „To, że wszyscy zawsze najpierw pytali o ciebie. »Jak poziom cukru u Chloe?« »Czy czegoś potrzebuje?« Jakbym nie istniała, chyba że w związku z twoją chorobą!”
Pomieszczenie zadrżało. Mocniej ścisnęłam blat.
„I te specjalne posiłki, liczenie węglowodanów, ciągłe sprawdzanie! Wszystko kręciło się wokół ciebie. A ja po prostu musiałam być wdzięczna, że jestem zdrowa”. Zaśmiała się gorzko. „Wiesz, jak niewidzialna się czujesz? Patrzysz, jak twoi rodzice panikują z powodu każdej cyfry na twoim liczniku, podczas gdy moje same piątki nic nie znaczą?”
„Ale to wszystko było udawane” – zdołałam powiedzieć.
„I co z tego?! Uwaga była prawdziwa! Troska była prawdziwa! Po raz pierwszy byłam dla ciebie tak samo ważna jak ty!” Uniosła ostatnie fiolki. „A teraz będę dla nich ważniejsza. Bo kiedy im powiesz, że mi pomogłaś, zrozumieją, że nie jesteś ich idealnym, chorym dzieckiem. Jesteś tak samo manipulująca jak ja”.
Nogi mi się trzęsły. Musiałam usiąść. Nie okazuj słabości.
„Chodzi o to” – powiedziała, niemal się przechwalając – „że stałam się naprawdę dobra w udawaniu depresji. Drżenie, dezorientacja… Ćwiczyłam przed lustrem godzinami. Ale wiesz, czego nigdy, przenigdy nie potrafiłam udawać?” Wskazała na mnie. „To. Ten dziwny, suchy rumieniec na twojej skórze. Zapach owoców, zmywacza do paznokci w twoim oddechu. Sposób, w jaki ciągle przełykasz, bo masz tak sucho w ustach. To prawdziwa kwasica ketonowa. I to cię zabije, jeśli nie zgodzisz się na moje warunki.
Moje serce waliło jak młotem, próbując pompować gęstniejącą, kwaśną krew. Musiałam dostać tę insulinę. Ale gdybym się zgodziła… to by mnie pokonała. Za każdym prawdziwym dołkiem, każdym wzlotem, za każdym razem, gdy robiło mi się niedobrze, moi rodzice patrzyliby na mnie i zastanawiali się. Czy ona udaje? Czy to kolejna z ich „gier”? Nie tylko odebrałaby mi życie, ale i prawdę.
Leave a Comment