„Osiem nieodebranych połączeń od taty” – powiedział. „Pięć od cioci Jessiki. Wiedzą, że mnie nie ma. Wiedzą, że coś jest nie tak”.
Podał mi telefon. „Nie odbieraj jeszcze”.
Wpatrywałam się w listę. Imię Stevena, w kółko. Mój synek. Ten, który biegł do mnie, gdy zadrapał sobie kolano. Teraz próbował mnie wymazać z istnienia.
Owen wstał. „Zabieram cię do hotelu. Takiego, w którym nikt nas nie znajdzie. Muszę wgrać te zdjęcia na serwer w chmurze. Jeśli tata się dowie, że mam dowody,
encji, on po mnie przyjdzie”.
„Zrób to” – powiedziałem.
Kiedy szliśmy do ciężarówki, spojrzałem na mojego wnuka. Miał na sobie stary pas narzędziowy Waltera. Miał chód Waltera. Miał serce Waltera.
„Twój dziadek byłby z ciebie taki dumny” – powiedziałem, ściskając go za ramię.
„Wiem” – powiedział twardym głosem. „I wstydziłby się ich”.
Wjechaliśmy na autostradę. Patrzyłem, jak restauracja znika w bocznym lusterku, czując, że zostawiam za sobą całe swoje życie.
Rozdział 3: Zapędzone w kozi róg szczury
Hotel był mały i skromny, jak miejsce, gdzie kierowcy ciężarówek przesypiają kilka godzin, zanim ruszą dalej. Owen zapłacił gotówką za pokój 214.
„Spróbuj zasnąć” – powiedział, siedząc na pojedynczym krześle przy oknie i obserwując parking.
Leżałem na łóżku, wpatrując się w zacieki na suficie. Każdy dźwięk sprawiał, że podskakiwałem. Kroki na korytarzu. Warkot maszyny do lodu. Z nagłym wstrząsem uświadomiłem sobie, że boję się własnych dzieci. Nie obcych. Nie włamywaczy. Ale tych, które karmiłem i kołysałem.
Słońce wzeszło szare i zimne. Owen nie spał.
„Muszę wracać” – powiedział nagle.
„Co? Nie!”
„Twój zeszyt z objawami” – powiedział. „Ten, który trzymałeś przy łóżku. Zostawiliśmy go. Ten zeszyt to dowód na to, że mamy oś czasu.” To dowodzi, że twoje objawy pasują do dat, w których wykonywał zabieg.
„To zbyt niebezpieczne” – błagałam.
„Będę szybko. Wejdź i wyjdź. Zamknij za sobą drzwi”.
Wyszedł, zanim zdążyłam go powstrzymać. Zamknęłam drzwi na klucz, założyłam łańcuch i usiadłam na łóżku, licząc sekundy.
Czterdzieści pięć minut później rozległo się pukanie.
„To ja”.
Otworzyłam drzwi. Wpadł Owen, blady i spocony, ściskając w dłoniach mój niebieski notes.
„Byli tam” – wysapał, zamykając drzwi i wsuwając krzesło pod klamkę. „Tato i mama. Schowałem się przy garażu”.
„Co słyszałaś?”
Leave a Comment