W każdym kącie sali nie było mikrofonu. „Musiałem złożyć kilka wniosków do Sądu Najwyższego dotyczących pana finansów, panie Simmons. Wyliczenie wszystkich pańskich zagranicznych kont zajęło mi więcej czasu niż się spodziewałem”.
Keith zamarł.
Sędzia Henderson pochylił się do przodu, szeroko otwierając oczy. „Panie mecenasie. Proszę podać swoje nazwisko do protokołu”.
Kobieta położyła na biurku stenografa złotą wizytówkę. Odwróciła się do sędzi.
„Catherine Bennett” – powiedziała. „Starszy wspólnik zarządzający w kancelarii Bennett, Crown & Sterling w Waszyngtonie. Występuję w charakterze obrońcy oskarżonego”.
Zatrzymała się, po czym ponownie spojrzała na Keitha i dodała: „Jestem również jej matką”.
Cisza, która zapadła po przedstawieniu Catherine Bennett, była absolutna. To była cisza, jaka zazwyczaj następuje po wybuchu bomby.
Keith Simmons zamrugał, próbując przetworzyć informację. „Matko?” – wyjąkał, patrząc z imponującej kobiety w bieli na drżącą żonę. – Grace, mówiłaś… mówiłaś, że odeszła.
W końcu podniosłem wzrok, z wilgotnymi oczami i uniesioną brodą. – Powiedziałem, że odeszła z mojego życia, Keith. Nie powiedziałem, że nie żyje. Byliśmy w separacji. Aż do wczoraj.
– W separacji – powtórzyła Catherine Bennett, a słowo to wypłynęło z jej ust niczym werdykt. Obeszła stół obrony i zajęła krzesło obok mnie. Nie objęła mnie. Jeszcze nie. To była sprawa. Położyła na stole ciężką teczkę i z trzaskiem otworzyła zamek.
– Grace opuściła dom dwadzieścia lat temu, żeby uciec od presji mojego świata – powiedziała Catherine chłodnym głosem. – Chciała prostego życia. Chciała być kochana za to, kim była, a nie za nazwisko Bennett.
Catherine spojrzała na Garrisona Forda. Prawnik strony przeciwnej starał się teraz wyglądać na mniejszego na swoim krześle.
„Dzień dobry, Garrison” – powiedziała uprzejmie Catherine. „Nie widziałam pana od czasu procesu o fuzję z Oracle Tech w 2015 roku. Był pan wtedy ledwie wspólnikiem, prawda? Przynosił pan kawę prawdziwym prawnikom?”
Garrison Ford odchrząknął, a jego twarz pokryła się rumieńcem. „Pani Bennett, to… zaszczyt. Nie wiedziałem, że ma pani uprawnienia do wykonywania zawodu adwokata w Nowym Jorku”.
„Mam uprawnienia do wykonywania zawodu adwokata w Nowym Jorku, Kalifornii, Waszyngtonie i przed Międzynarodowym Trybunałem Sprawiedliwości w Hadze” – odpowiedziała, nie odrywając wzroku. „Zazwyczaj zajmuję się prawem konstytucyjnym i wielomiliardowymi fuzjami korporacyjnymi. Ale kiedy moja córka zadzwoniła do mnie z płaczem i powiedziała, że dyrektor ds. marketingu średniego szczebla z kompleksem Napoleona ją dręczy…”
Catherine zrobiła pauzę, pozwalając, by obelga potoczyła się po jej myśli.
„…Postanowiłem zrobić wyjątek”.
„Sprzeciw!” – krzyknął Keith, wstając. Zaczęła ogarniać ją panika. „Atak personalny! Za kogo ona się uważa?”
„Proszę usiąść, panie Simmons!” – warknął sędzia Henderson.
Sędzia spojrzała na Catherine z mieszaniną szacunku i strachu. Wszyscy w świecie prawniczym znali nazwisko Catherine Bennett. Znano ją jako „Żelazny Młotek”. Prowadziła czternaście spraw przed Sądem Najwyższym Stanów Zjednoczonych i wygrała dwanaście. Nie była prawniczką; była mitem.
„Pani Bennett” – powiedział sędzia Henderson z szacunkiem. „Chociaż pani reputacja panią wyprzedza, jesteśmy w trakcie rozprawy w sprawie podziału majątku. Pan Ford złożył wniosek o wydanie wyroku zaocznego”.
„Tak, widziałam ten wniosek” – powiedziała Catherine, wyciągając teczkę z teczki. „Był uroczy. Niedbały, ale uroczy”.
Wstała i podeszła do ławy, podając komornikowi gruby plik dokumentów, aby przekazał je sędziemu. Z ciężkim hukiem rzuciła plik duplikatów na biurko Garrisona Forda.
„Pan Ford twierdzi, że mój klient nie ma majątku ani reprezentacji. To już bezprzedmiotowe. Co więcej, pan Simmons twierdzi, że przedmiotowe aktywa – penthouse przy Piątej Alei, dom w Hamptons i portfel w Goldman Sachs – stanowią jego jedyną własność chronioną intercyzą podpisaną siedem lat temu”.
„Ta intercyza jest niepodważalna!” – krzyknął Keith. „Ona nic nie dostaje! Podpisała ją!”
Catherine zwróciła się do Keitha. Znów zdjęła okulary. „Panie Simmons, czy wie pan, kto opracował standardowy wzór klauzuli przymusu małżeńskiego stosowanej w stanie Nowy Jork?”
Keith zamrugał. „Co?”
„Znam” – powiedziała cicho Catherine. „W 1998 roku opracowałam projekt ustawy, który dokładnie definiuje, co stanowi przymus przy podpisywaniu umowy małżeńskiej”. Stuknęła dokumentem na stole Garrisona. „Zgodnie z oświadczeniem złożonym pod przysięgą przez moją córkę dziś rano, groził pan zabiciem jej kota i odcięciem dostępu do funduszy domu opieki jej chorej babci, jeśli nie podpisze tego dokumentu w noc przed ślubem”.
Sala sądowa zamarła.
Leave a Comment