ż moja Honda.
„Widziałeś, gdzie zaczynałem, Silas. Byłeś tak zajęty patrzeniem z góry na moją historię, że zapomniałeś zobaczyć, dokąd doszedłem. Przegapiłeś patenty. Przegapiłeś IPO. Przegapiłeś fakt, że ten „śmieć z rynsztoka”, którego obraziłeś wczoraj wieczorem, jest właścicielem tlenu, którego potrzebuje twoja firma do oddychania”.
Silas opadł na krzesło naprzeciwko mnie. Jego nogi zdawały się uginać. Wyglądał na małego, sflaczałego, jak marionetka, której przecięto sznurki.
„Kira…” wyjąkał drżącym głosem. „Panno Thorne… doszło do… nieporozumienia”.
„Czy to było nieporozumienie, kiedy nazwałaś mnie bezpańską?” zapytałam spokojnie. „Czy to było nieporozumienie, kiedy powiedziałaś, że zanieczyszczam linię?”
„Byłem pijany” – błagał, ocierając pot z czoła. „To była prywatna kolacja. To nie miało nic wspólnego z interesami”.
„To miało wszystko wspólnego z interesami” – warknęłam, a mój głos trzeszczał jak bicz. „Mój biznes opiera się na potencjale. Szukam wartości tam, gdzie inni nic nie widzą. Twój biznes opiera się na wykluczeniu, na prestiżu, na archaicznym przekonaniu, że nazwisko liczy się bardziej niż innowacja. Nie wiążę się z dinozaurami, Silas. Ja je chowam”.
„Nie możesz tego zrobić” – powiedział z narastającą paniką w głosie. „Bez tej fuzji akcje Vance Energy spadną do południa. Za sześć miesięcy będziemy niewypłacalni. Pomyśl o pracownikach! Pomyśl o Ethanie!”
„Myślę o Ethanie” – powiedziałem. „Myślę, że zasługuje na ojca, który nie jest bigotem. I myślę, że zasługuje na przyszłość, która nie jest związana z tonącym statkiem”.
Mój telefon zawibrował na stole. Zerknąłem na ekran.
„To Solaris” – powiedziałem, stukając w telefon, ale nie odbierając. „Są bardzo podekscytowani ofertą przejęcia. Dzwonią, żeby sfinalizować warunki. Chcą kupić twoją infrastrukturę na części”.
Silas wyglądał, jakby miał zwymiotować. Ścisnął krawędź stołu, aż pobielały mu kostki.
„Proszę. Podaj swoją cenę. Będziemy renegocjować. Dam ci miejsce w zarządzie. Dam ci…”
„Nie chcę miejsca, Silas” – przerwałem mu lodowatym głosem. „Chcę ten stół”.
Wstałem i podszedłem do okna, żeby spojrzeć na miasto, które podbiłem.
„Oto nowa umowa. Nexus przejmie Vance Energy. Nie fuzja. Przejęcie. Wykupimy cię za grosze, żeby uratować firmę przed natychmiastowym bankructwem”.
Odwróciłem się do niego twarzą.
„Ale jest jeden warunek. Nie podlega negocjacjom”.
„Cokolwiek” – wyszeptał. „Cokolwiek”.
Leave a Comment