„A ty” – zwróciłam się do dyrektora. „Jesteś tego świadkiem? Słyszysz, jak rodzic przyznaje się do napaści swojego dziecka na ucznia, a ty nic nie robisz?”
Dyrektor Higgins otarł pot z czoła chusteczką. Spojrzał na Richarda, a potem na tabliczkę z informacją o darowiznach na ścianie z jego imieniem.
„Ja… nic nie widziałem” – wyjąkał Higgins. „Dzieciaki się ostro bawią. To… to po prostu wygłupy. Nie ma sensu rujnować przyszłości młodego mężczyzny przez wypadek”.
„Wypadek?” powtórzyłam. „Max powiedział, że zrobił to, bo mu przeszkadzała. Po prostu mnie popchnął”.
„To energiczny chłopak!” krzyknął Richard. „Przestań próbować go wciągać! Jesteś żałosna, Eleno. Byłaś żałosna na studiach prawniczych, rzuciłaś je, żeby… co? Zajść w ciążę? I teraz jesteś żałosna”.
„Nie rzuciłam studiów, Richard” – powiedziałam. „Przeniosłam się. Na Harvard”.
Richard zrobił pauzę. Zamrugał. „Co?”
„I nie zaszłam w ciążę. Założyłam rodzinę po tym, jak zostałam partnerką w firmie. Ale to nieistotne”.
Uniosłam telefon.
„Ważne jest to, że mam zeznania. Od was obojga. Zapisane. Przyznające się do napaści, zaniedbania i…” Spojrzałem na Richarda „…zastraszania”.
„Nie możecie mnie nagrywać!” Richard rzucił się na telefon. „To nielegalne! Nie wyraziłem zgody!”
Z łatwością go ominąłem.
„Właściwie” – powiedziałem – „zgodnie z artykułem 632 prawa stanowego, nagrywanie jest legalne w miejscu publicznym, gdzie nie ma uzasadnionych oczekiwań co do prywatności w związku z przestępstwem. A skoro krzyczysz w budynku finansowanym przez rząd o tym, jak kupiłeś administrację… myślę, że sędzia uzna to za dopuszczalne”.
„Też mam sędziów!” – ryknął Richard. „Zapłacę ci kosztami sądowymi! Zabiorę twój dom! Zabiorę twoją córkę!”
Max się roześmiał. „Tak! Zabierzemy twoje głupie dziecko i oddamy je do sierocińca!”
Przerwałem. Temperatura w pokoju spadła o dziesięć stopni.
„Grozisz mojemu dziecku” – wyszeptałam. „Znowu”.
„Obiecuję ci” – syknął Richard, nachylając się ku mojej twarzy. „Jeśli teraz nie odejdziesz, dopilnuję, żebyś nigdy więcej nie pracował w tym mieście. Zniszczę cię”.
Uśmiechnęłam się. To był uśmiech, którym obdarowywałam oskarżonych tuż przed skazaniem ich na dożywocie bez możliwości zwolnienia warunkowego.
„Wszystko to słyszałeś?” – zapytałam telefon.
Z głośnika dobiegł cichy, ale wyraźny głos.
„Głośno i wyraźnie, Sędzio Naczelny. Służba Sądowa właśnie wyważa wejście”.
Richard zamarł. „Szefa… co?”
Podwójne drzwi nie otworzyły się ot tak. Wpadły do środka.
Leave a Comment