Sześciu mężczyzn i kobiet w
Do pokoju wtargnęli w pełnym rynsztunku taktycznym. Na ich piersiach, wytłuszczonymi żółtymi literami, widniał napis: JUDICIAL MARSHAL SERVICE.
Mieli przy sobie tasery. Mieli przy sobie opaski zaciskowe. I nie wyglądali na to, żeby z nikim grali w golfa.
„Federalni Marszałkowie!” krzyknął dowódca. „Niech nikt się nie rusza! Ręce tam, gdzie ich widzę!”
Rozdział 4: Proces na miejscu
Twarz Richarda z czerwonej zmieniła się w przerażający odcień popielatej szarości.
„Co to jest?” pisnął. „Ja… ja jestem Richard Sterling! Wiecie, kim jestem? Znam burmistrza!”
Zrobiłam krok naprzód. Sięgnęłam do mojej torebki „Goodwill” i wyjęłam skórzany portfel. Otworzyłam go.
Złota odznaka Prezesa Sądu Najwyższego Stanu zalśniła w świetle jarzeniówek.
„Burmistrz odpowiada przed prawem, Richard” – powiedziałem, a w moim głosie słychać było autorytet sędziego. „A w tym okręgu to ja jestem prawem”.
Richard wpatrywał się w odznakę. Oczy mu się wyszły z orbit. „Ty… ty jesteś sędzią?”
„Jestem Sędzią Naczelnym” – poprawiłem. „Co oznacza, że nadzoruję wszystkich innych sędziów, których uważasz za swoich”.
Zwróciłem się do Głównego Marszałka. „Funkcjonariuszu, proszę aresztować tego mężczyznę. Zarzuty: napaść trzeciego stopnia, narażenie nieletniego na niebezpieczeństwo, zastraszanie świadków i usiłowanie przekupstwa funkcjonariusza sądowego”.
„Przekupstwo?” – wyjąkał Richard. „Nie przekupiłem cię!”
„Zaoferowałeś mi pięć tysięcy dolarów za umorzenie śledztwa w sprawie napaści na twojego syna” – powiedziałem. „To przekupstwo”.
Marszałkowie wkroczyli do akcji. Nie byli delikatni. Obrócili Richarda i rzucili go twarzą w dół na biurko Dyrektora – to samo, na którym przed chwilą opierał stopy.
„Zejdź ze mnie!” krzyknął Richard. „To błąd! Mój prawnik zabierze ci odznaki!”
„Masz prawo milczeć” – wyrecytował Marszałek, zaciskając kajdanki, aż Richard się skrzywił. „Radzę ci z tego skorzystać”.
Max, widząc swojego niezwyciężonego ojca roztrzaskanego o biurko, zaczął lamentować. „Tato! Mówiłeś, że możesz kupić wszystko! Niech przestaną!”
Spojrzałam na chłopca. Część mnie – ta z matki – poczuła ukłucie litości. Był potworem, ale potworem stworzonym przez ojca. Ale część mnie, Sędziego, dostrzegła zagrożenie dla społeczeństwa, które należało zbadać.
„Panie oficerze” – powiedziałam. „Nieletni ma zostać umieszczony w areszcie dla nieletnich do czasu rozprawy. Zaatakował funkcjonariusza i spowodował ciężkie obrażenia ciała u innego nieletniego”.
Leave a Comment