„Bo nikogo innego nie ma w domu”.
Jej wzrok stał się bystry, kalkulujący.
„Wyłącz to”.
„Nie”.
Próbowała go wziąć.
Wstałem tak szybko, że krzesło zaskrzypiało na podłodze.
„Nie dotykaj mnie”.
Jej ręka zawisła w powietrzu.
Przez chwilę oboje ciężko oddychaliśmy.
Potem jego wyraz twarzy znów się zmienił – znów zaczął grać.
Cofnął się o krok, położył dłoń na piersi i podniósł głos, jakby przepisywał historię.
„Addison, nie możesz mnie ciągle oskarżać o różne rzeczy” – krzyknął w sufit.
„Dlatego twój ojciec się o ciebie martwi”.
O mało się nie roześmiałam.
Przygotowywał grunt pod nogami na wypadek, gdyby Ethan usłyszał.
Albo sąsiad.
Na wypadek, gdyby mógł twierdzić, że jestem niezrównoważona.
Utrzymywałam spokojny ton.
„Zadzwoń do mojego ojca”.
„Włącz głośnik”.
Jego oczy się rozbłysły.
„Jest zajęty”.
„Zadzwoń do niego”.
Nie zadzwonił.
Zamiast tego spojrzał z powrotem na mój talerz, a potem na moją twarz.
„Dlaczego nie odpowiadasz?” zapytał słabnącym głosem.
„Normalnie…”
Przerwał, ale było za późno.
Normalnie.
Jakby już to zauważył.
Jakby się tego spodziewał.
Okrążyłam stół i zachowałam dystans.
„Chcesz wiedzieć dlaczego?” zapytałam.
„Bo nie przyjechałam na ślepo”.
Podniósł gwałtownie głowę.
„Widziałam śmieci” – kontynuowałam, wskazując na kosz na śmieci.
„Opakowanie, którego nie schowałaś odpowiednio”.
„To było oszołomienie, Karen”.
Rozchylił usta i po raz pierwszy wyglądał na szczerze zaniepokojonego.
Leave a Comment