„Odłóż telefon” – powiedział, a jego głos drżał z gniewu.
„Nie zniszczysz mojej rodziny”.
Nie odwróciłam wzroku.
„Myślisz o rodzinie mojego ojca”.
Wykrzywił się.
„Wybrał mnie”.
„I wybierze prawdę” – powiedziałam.
„Jeśli ułatwię mu to zobaczyć”.
Wtedy Karen rzuciła się – szybko, wściekła – na mój telefon.
Cofnęłam się, serce waliło mi jak młotem, i krzyknęłam: „Ethan!”.
Rozległ się dźwięk cichych kroków nad głową.
A potem kolejny.
Karen zamarła w pół ruchu, jej oczy rozszerzyły się, gdy senny głos chłopca ucichł: „Mamo?”
„Ethan” – zawołałem – „zostań tam, gdzie jesteś i nie schodź”.
Głos Karen się załamał.
„Wracaj do łóżka!”
Ethan nie odpowiedział.
Karen odwróciła się do mnie, szepcząc, grożąc.
„Jeśli powiesz choć słowo…”
Podniosłem słuchawkę.
„Już to powiedziałem”.
I właśnie wtedy – jakby wszechświat zdecydował, że nie ma już władzy nad czasem – moje ciało dało pierwszy sygnał ostrzegawczy: gorące mrowienie na karku, subtelne, ale realne.
Karen to zobaczyła.
Jej oczy rozszerzyły się z mdłą ulgą.
„Jest tam” – wyszeptała.
Nie spanikowałem.
Ruszałem się.
Złapałem torbę, pozwoliłem telefonowi kontynuować nagrywanie i ruszyłem do drzwi wejściowych.
Karen pobiegła za mną, jej głos brzmiał coraz głośniej.
ett.
„Dokąd ty się wybierasz?”
„Nie wybierasz się tak po prostu!”
Leave a Comment