Obudziłam się, nie mogąc oderwać wzroku od ekranu, i znalazłam notatkę, w której było napisane: „Nie mów im, że widzisz”, po czym uświadomiłam sobie, że moja „matka” była oszustką z przerażającym uśmiechem.

Obudziłam się, nie mogąc oderwać wzroku od ekranu, i znalazłam notatkę, w której było napisane: „Nie mów im, że widzisz”, po czym uświadomiłam sobie, że moja „matka” była oszustką z przerażającym uśmiechem.

Głos, który wydobył się z jego ust, był barytonem mojego ojca. Nie dało się go odróżnić od głosu mężczyzny, który mnie wychował.

„Potrzebowałaś czegoś?” zapytał nieznajomy, a jego głos rozniósł się po klatce schodowej z przerażającym ciepłem.

Oderwałam się od poręczy, przyciskając się do ściany.

„Nie, tato!” – krzyknęłam piskliwym głosem. „Tylko… sprawdzam, gdzie jesteś!”

Wczołgałam się z powrotem do pokoju i zamknęłam drzwi na klucz. Ręce trzęsły mi się tak bardzo, że ledwo mogłam przekręcić zasuwkę. Byłam uwięziona w domu z potworami noszącymi głosy moich rodziców niczym garnitury. I jeśli to była prawda, w chwili, gdy zorientują się, że opaska zniknęła, farsa się skończy.

Część 2: Smak zgnilizny

Godzinę później głód przerodził się w fizyczny ból, ale strach był silniejszy. Nie tknęłam zupy. Zapach unoszący się z miski był mdły – mieszanka bulionu z kurczaka i czegoś, co pod nim się znajdowało, czegoś słodkiego i mdłego, jak rozkład.

Potrzebowałam pomocy. Potrzebowałam Noaha.

Mój mąż był pilotem, ciągle w ruchu, ale był moją kotwicą podczas wypadku. Tylko dzięki niemu nie poddałam się w szpitalu. Szukałam namacalnie telefonu na stoliku nocnym, utrzymując jasność ekranu na najniższym poziomie.

Wybrałam jego numer. Proszę. Proszę, odbierz.

„Ella?”

Jego głos był jak koło ratunkowe. Osunęłam się na ścianę, osuwając się na podłogę.

„Noah” – wyszeptałam, a łzy w końcu popłynęły mi po policzkach. „Noah, gdzie jesteś?”

„Właśnie wylądowałem w Chicago” – powiedział, a w tle słychać było hałas terminalu lotniska. „Miałem podjechać dziś wieczorem do willi. Co się stało? Brzmisz na przerażoną”.

„Posłuchaj mnie” – syknęłam, zasłaniając dłonią mikrofon. „Musisz teraz przyjść. Coś jest nie tak. Ludzie tutaj… to nie mama i tata”.

Zapadła cisza. „Co masz na myśli? Ella, kochanie, dochodzisz do siebie po poważnym urazie głowy. Czy leki…”

„Rozumiem, Noah!” – przerwałam, desperacko próbując mu to wytłumaczyć. „Dziś rano odzyskałem wzrok. Spojrzałem na nich. Brzmią jak moi rodzice, znają moje imię, ale są obcy. Kobieta ma martwe oczy. Mężczyzna… wygląda jak przestępca. Znalazłem pod łóżkiem karteczkę z prośbą, żebym im nie mówił, że widzę”.

„Dobra, zwolnij” – powiedział Noah, a jego głos zmienił się w spokojny, autorytatywny ton, którego używał w kokpicie. „Widzisz? To… Ella, to niesamowite. Ale jesteś pewna co do swoich rodziców? Trauma może powodować halucynacje”.

„Nie mam halucynacji!” – szlochałem cicho. „Ta kobieta… uśmiechnęła się do mnie, Noah. To nie był ludzki uśmiech. Jakby nosiła maskę, która nie przylegała do twarzy. Trzymają mnie tu. Zamykają drzwi na noc. Proszę, musisz mi uwierzyć”.

„Wierzę ci” – powiedział stanowczo. „Zawsze ci wierzę. Dobrze. Właśnie wynajmuję samochód. Jestem dwie godziny drogi, ale dam radę w dziewięćdziesiąt minut, jeśli się nacisnę. Możesz zamknąć się w swoim pokoju?”

„Zamknęłam się. Ale oni mają klucze. Przychodzą, kiedy chcą.”

„Stój na miejscu. Nie jedz niczego, co ci dadzą. Nie pij niczego. Jeśli spróbują wejść, udawaj chorobę. Zyskaj na czasie.”

„Proszę, pospiesz się” – błagałam. „Nie wiem, gdzie są moi prawdziwi rodzice. Chyba… Chyba stało się im coś strasznego.”

„Już idę, Ella. Poczekaj.”

Połączenie się urwało. Wpatrywałam się w telefon, cisza w pokoju przytłaczała mnie. Dziewięćdziesiąt minut. Czułam się jak wyrok śmierci.

Usłyszałam ciężkie kroki na schodach. Łup. Łup. Łup.

Wsunęłam telefon pod materac i wdrapałam się na łóżko, naciągając kołdrę pod brodę. Zamknęłam oczy, gdy tylko usłyszałam kliknięcie zamka.

Drzwi się otworzyły.

„Ella?” Głos udawanego ojca wypełnił pokój. „Nie zjadłaś zupy”.

back to top