Głos należał do mojej matki – idealny ton, idealna kadencja. Ale kobieta stojąca w moim pokoju była obca.
Była wysoka, chuda, z kośćmi policzkowymi tak ostrymi, że mogłyby przeciąć skórę. Jej włosy były ufarbowane na ostry, sztuczny czarny kolor, a usta pomalowane na jaskrawy odcień karmazynu, który lekko wnikał w zmarszczki wokół ust. Jej oczy były ciemne, pozbawione ciepła, które znałam całe życie. Były wyrachowane.
„Ella? Wyglądasz blado”. Nieznajoma podeszła bliżej, a deski podłogowe zatrzeszczały pod jej ciężarem. „Boli cię?”
Nie mów im, że widzisz.
Ostrzeżenie krzyczało w mojej głowie. Jeśli zareaguję, jeśli wzdrygnę się na jej widok, wiedziałam z przerażającą pewnością, że nie wyjdę z tego pokoju żywa.
„Nic mi… nic mi nie jest, mamo” – wyjąkałam, patrząc bezmyślnie ponad jej lewe ucho. „Tylko ból głowy. To światło… Czuję żar słońca i aż pulsuje mi w głowie”.
Kobieta zamilkła. Przechyliła głowę, przyglądając mi się jak naukowiec badający okaz w słoiku. „Zasunę zasłony mocniej” – powiedziała.
Postawiła miskę na stoliku nocnym i podeszła do okna. Obserwowałam ją kątem oka, bojąc się mrugnąć. Poruszała się z dziwną, urywaną płynnością, niczym marionetka prowadzona niewidzialną ręką.
„Jedz zupę, póki ciepła” – poleciła delikatnie.
„Zjem” – skłamałam. „Potrzebuję tylko chwili”.
„Będę na dole z twoim ojcem” – powiedziała. Odwróciła się w drzwiach, nie puszczając ręki przez klamkę. Spojrzała na mnie i przez sekundę jej uśmiech rozciągnął się zbyt szeroko, odsłaniając zbyt wiele zębów. „Nie schodź na dół bez zawołania nas, Ella. Wiesz, że schody są dla ciebie niebezpieczne”.
„Wiem, mamo”.
Drzwi zamknęły się z trzaskiem.
Osunęłam się do przodu, chowając twarz w dłoniach, łapiąc powietrze. Kim ona była? Gdzie była moja matka? Czy ją zastąpiono? A może oszalałem?
Czekałem pięć minut, licząc każdą sekundę, aż do usłyszenia dźwięku.
Odgłos jej kroków całkowicie ucichł. Wtedy zsunęłam się z łóżka. Podkradłam się do drzwi i uchyliłam je na szparę.
Z poręczy na piętrze miałam wyraźny widok na salon poniżej.
Mężczyzna siedział w ulubionym skórzanym fotelu mojego ojca, trzymając w dłoniach rozłożoną gazetę.
„Tato?” wyszeptałam ledwo słyszalnie.
Mężczyzna odwrócił głowę.
Krew mi zmroziła krew w żyłach.
To nie był mój ojciec. To był mężczyzna o grubej, byczej szyi i oczach w kolorze brudnego lodu. Jego twarz była pokryta bliznami, dziobami i całkowicie pozbawiona życzliwości.
„Ella?”
Leave a Comment