Reflektory z każdej bocznej ulicy przecinały deszcz. Jeden motocykl. Potem pięć. Dziesięć. Potem więcej, niż zdołał zliczyć.
Ryk silników widlastych rozbrzmiewał na Main Street niczym żywa istota, otaczając miejsce katastrofy ciasnym pierścieniem.
Nad nami powietrze zaczęło się rozrywać.
Czarny helikopter przebił się przez chmury, jego reflektory migały, otaczając radiowóz twardym, białym stożkiem. Ciemne sylwetki wychylały się zza nich, liny były już rozpięte.
Ethan uniósł twarz w deszcz. Prywatna akcja ratunkowa. Pięćdziesięciu motocyklistów. Nieprzytomny policjant.
A gdzieś w ciemnościach – ten, który próbował go zabić.
Gdy helikopter wylądował, a motocykliści się zbliżali, w jego głowie płonęło brutalne pytanie:
Czy są tu, żeby mnie uratować… czy idą prosto w pułapkę?
Helikopter nie dotknął ziemi.
Zawisł jakieś sześć metrów nad ulicą, jego wirniki przecinały deszcz, tworząc mgłę, podczas gdy dwóch mężczyzn z nienaganną precyzją zjeżdżało po linach. Żadnych oznaczeń.
Żadnych insygniów. Matowo-czarny sprzęt. Nieprzezroczysty pleksiglas. Ratownicy medyczni? Pracownicy kontraktowi? Ethan nie zapytał.
W tym samym momencie motocykliści zakończyli odgradzanie terenu. Rafe Delgado, kapitan drogi Ethana, podjechał obok niego i zgasił motocykl.
„Zgłosiłeś to?” zapytał Rafe, przenosząc wzrok z helikoptera na rannego policjanta.
Ethan skinął głową. „Nie przeżyje, jeśli będziemy czekać”.
Rafe nie protestował. Uniósł pięść. Dźwięk pięćdziesięciu silników ucichł niemal jednocześnie.
Nastała dusząca cisza.
Ratownicy medyczni pracowali szybko. Jeden ustabilizował mu szyję. Drugi przeciął mu mundur nożyczkami do urazów.
„Tępym narzędziem. Możliwe krwawienie wewnętrzne” – powiedział jeden z nich spokojnie. „Został przeniesiony”.
To było jak policzek.
„Gdzie go przenieśli?” – zapytał Ethan.
Zanim zdążył odpowiedzieć, na skraju ulicy nagle zawył motocykl – trzy szybkie serie.
Sygnał.
Rafe odwrócił się. „Ruch”.
Z alejki za sklepem z narzędziami błysnęły reflektory. Czarny SUV jechał powoli, kontrolowanym ruchem, silnik ledwo słyszalny. Brak tablic rejestracyjnych.
Motocykliści zareagowali natychmiast. Silniki ryknęły w odpowiedzi. Pojazdy ustawiły się, blokując drogę i zwężając przestrzeń. Nie agresywnie.
Terytorialnie. SUV zatrzymał się. Drzwi kierowcy się otworzyły.
Leave a Comment