Anioł Piekieł znalazł umierającą policjantkę w deszczu — około 50 motocyklistów przybyło i zszokowało miasto

Anioł Piekieł znalazł umierającą policjantkę w deszczu — około 50 motocyklistów przybyło i zszokowało miasto

„Hej. Hej – zostań ze mną” – mruknął, przyciskając palce do jej szyi.

Puls. Słaby. Nierówny. Ale był. Żywy. Ledwo.

Ethan rozejrzał się po ulicy. Żadnych śladów hamowania. Żadnych szczątków. Żadnych innych pojazdów w pobliżu.

Obudowa kamery samochodowej radiowozu była całkowicie roztrzaskana. To nie był poważny wypadek w złym momencie.

To była farsa.

Jego ręka zawisła nad telefonem. Wezwanie 911 było instynktowne – automatyczne. Ale inny instynkt naciskał mocniej. Czas reakcji tutaj był ważny.

Połączenia przeskakiwały między jurysdykcjami. Pytania pojawiały się, zanim pomoc zdążyła nadejść. A co gorsza –

Ktokolwiek to zrobił, mógł być wciąż blisko. Ethan podjął decyzję.

Wybrał jeden kontakt. Żadnego nazwiska. Tylko symbol.

Połączenie zostało nawiązane natychmiast. Żadnego powitania. Tylko spokojny, opanowany głos.

„Potwierdzam”.

„Jeden z głowy” – powiedział Ethan. „Policja. Krytyczny. Main i Jefferson.”

„Zrozumiałem. Utrzymać pozycję.”

Chwycił skórzaną kamizelkę, której naszywki błyszczały w świetle latarni – Hell’s Angels, Redwood Charter – i starannie wsunął ją pod głowę kobiety.

Jego dłonie poruszały się zdecydowanie, spokojnie, z wprawą, która zaskoczyła nawet ją.

„Wszystko będzie dobrze, Bluebird” – wyszeptał, a przezwisko przyszło mu do głowy instynktownie.

Najpierw rozległ się dźwięk – nie głośny, tylko namacalny. Głębokie wibracje na podeszwach butów.

Potem kolejny. I kolejny. Motocykle.

back to top