Pierwszą rzeczą, jaką Ethan Cross zauważył, była odznaka.
Srebrna. Wygięta. Kręcąca się powoli w płytkiej kałuży, jakby deszcz próbował ją pochłonąć w całości.
Nacisnął hamulec, a Harley gwałtownie potoczył się po mokrym asfalcie.
Ulica Główna była pusta – w sklepach panował mrok, okna były zamknięte, deszcz uderzał o jego kask niczym niecierpliwe palce.
Przed nim radiowóz leżał przygnieciony do latarni, z wgniecionym przodem i cicho tykającym, stygnącym silnikiem. Żadnych świateł. Żadnych syren. Żadnej pomocy.
Tylko cisza. Wtedy go zobaczył.
Funkcjonariusz leżał między podwójną żółtą linią, z jedną ręką wygiętą pod niemożliwym kątem pod ciałem.
Krew spływała mu z skroni na ciemne włosy, deszcz przerzedzał je, tworząc bladoróżową smugę, która sunęła w stronę rynsztoka.
Ethan klęczał przy motocyklu, zanim ten się zatrzymał, a jego buty uderzały o ziemię, gdy uklęknął obok niej.
Leave a Comment