Ethan zrobił krok w jej stronę.
„Staram się podjąć rozsądną decyzję dla nas”.
„Dla nas” – powtórzyła Lena z cichym, niedowierzającym śmiechem.
„Nawet nie pytałaś.
Po prostu kazałaś mi przynieść pudełko”.
Wyraz twarzy Ethana znów się zmienił – obrażony, zraniony, a potem zimny.
„Bo wiedziałam, że tak zareagujesz”.
Lena cofnęła się w stronę korytarza.
Myśli krążyły jej po głowie: laptop na wierzchu, telefon w kieszeni, kluczyki do samochodu w torbie przy drzwiach.
Mogła iść.
Musiała iść.
Ethan poruszał się szybciej, niż się spodziewała, blokując jej drogę.
Wyciągnęła rękę – nie po ramię, ale po pendrive.
Instynkt wziął górę.
Lena szarpnęła się, a pendrive wypadł jej z ręki, brzęcząc o drewnianą podłogę.
Ethan rzucił się na nią.
Marjorie westchnęła zaskakująco głośno.
Lena również rzuciła się do przodu i to ona go złapała.
Wstał, jego klatka piersiowa unosiła się i falowała.
Twarz Ethana całkowicie się zmieniła.
Żadnego uroku.
Żadnej męskiej cierpliwości.
Tylko zimne, wyrachowane spojrzenie.
„Daj mi to” – powiedział cicho.
„Albo pożałujesz”.
Lena poczuła gęsią skórkę.
W tym momencie zrozumiała notatkę napisaną odręcznie przez dziadka tak wyraźnie, że aż zrobiło jej się niedobrze.
Leave a Comment