Odwróciła się, chwyciła torbę i wybiegła przez drzwi wejściowe na ciężkie letnie powietrze – ledwo zwracając uwagę na krzyki Ethana za nią.
Lena, drżąc z bólu, prowadziła nie do pracy ani do domu znajomego – miejsca, które Ethan sprawdziłby najpierw – ale do biblioteki publicznej w centrum miasta, budynku, który znała ze studiów: cichego, neutralnego, pełnego ludzi i kamer.
Zaparkował blisko wejścia i wziął trzy głębokie oddechy w samochodzie, zanim zmusił się do wysiadania.
W środku klimatyzacja była jak ściana.
Jego palce poruszały się niezgrabnie, gdy logował się do komputera za pomocą karty gościa.
Co chwila zerkał za siebie, czekając, aż Ethan wpadnie do środka, uśmiechając się do publiczności.
Podłączył USB.
Automatycznie otworzył się folder: KSIĘGA, E-MAILE, AUDIO i plik PDF zatytułowany MARJORIE_C.
Zaschło mu w ustach.
Księga nie należała do jego dziadka.
Należała do Ethana.
Lista dat, kwot i notatek – karty kredytowe otwarte na nazwisko Leny, zaliczki gotówkowe, przelewy, a nawet zapis rozmowy telefonicznej Ethana z bankiem, którą wykonał w imieniu Leny.
Inny plik zawierał zeskanowane dokumenty: sfałszowane podpisy, kopię prawa jazdy i serię e-maili od Marjorie, w których radziła mu, „jak nad nim panować”.
Plik audio zawierał również
g było gorsze.
Lena odtworzyła nagranie i usłyszała głos Marjorie, wyraźny i wyraźny:
„…Musisz do niego pójść, dostaniesz dostęp.
Ale nie poganiaj go.
Spraw, żeby to wyglądało na pracę zespołową.
Leave a Comment