Spojrzałam na mężczyznę, którego ślubowałam kochać i pielęgnować. Poczułam jedynie zimną, chirurgiczną pustkę.
Posłałam mu krwawy, promienny uśmiech. „To Marco” – powiedziałam, a mój głos był upiornie spokojny. „Pracuje dla mojego ojca. A Ethan? Już wkrótce dowiesz się, kim dokładnie jesteśmy”.
Marco wyniósł mnie przez rozbite drzwi na zewnątrz, w rześkie nocne powietrze. Na podjeździe stał konwój czarnych, opancerzonych SUV-ów. W centrum szyku stała rozciągnięta limuzyna z otwartymi już tylnymi drzwiami.
W przyćmionym blasku kabiny siedział Vincenzo Romano. Jego wiekowa twarz nosiła ślady dziesięcioleci wojny, ale jego ciemne oczy płonęły przerażającą, apokaliptyczną furią, gdy przyglądał się moim obrażeniom.
„Do szpitala” – rozkazał Vincenzo Marco, nie odrywając ode mnie wzroku. „I zostaw tam kogoś. Upewnij się, że mąż rozumie, że jest więźniem we własnym domu, dopóki nie zdecyduję, jak umrze”.
Gdy limuzyna odjechała, a ja poczułam sterylny zapach skórzanego wnętrza, Vincenzo delikatnie ujął moją drżącą dłoń. „Próbowałaś żyć w świetle, Sophio” – mruknął. „Teraz wciągniemy ich w ciemność”.
Telefon zawibrował w kieszeni płaszcza. Na ekranie pojawił się SMS od nieznanego numeru.
Znaleźliśmy połączenie z Vance’em. Jest gorzej, niż myśleliśmy.
Rozdział 3: Sztuka konia trojańskiego
Sala operacyjna w Centrum Medycznym St. Jude’s była twierdzą. Całe piętra zostały po cichu opróżnione, a administracja szpitala została hojnie wynagrodzona przez rzymskie firmy-słupki za absolutną dyskrecję. Obudziło mnie rytmiczne pikanie monitorów, intensywny zapach antyseptyku i tępy, pulsujący ból promieniujący od tytanowego pręta, który na stałe zespalał moją złamaną kość piszczelową.
Mój ojciec siedział w skórzanym fotelu przy oknie, obierając jabłko srebrnym scyzorykiem.
„Chirurg mówi, że będziesz chodził bez utykania” – oznajmił Vincenzo, nie odrywając wzroku od swojego zadania. „Drobna ulga. Mam ludzi, którzy przygotowują się do rozbiórki Hayes Construction kawałek po kawałku. Ethan będzie błagał o piwnicę, zanim skończę”.
Nacisnąłem przycisk, żeby podnieść łóżko. „Nie”.
Vincenzo zamilkł, nóż zawisł nad owocami. Uniósł brew. „Nie?”
„Kula w tył głowy to za szybko, tato” – powiedziałem, a słowa smakowały jak popiół i żelazo. „Upokorzył mnie. Wykorzystał moje pieniądze, moje zaufanie. Khloe wykorzystała moją przyjaźń. Nie chcę, żeby po prostu zniknęli. Chcę, żeby patrzyli, jak wszystko, co cenią, płonie i żeby wiedzieli, że to ja zapaliłem zapałkę”.
Ojciec przyglądał mi się, a jego powolny, drapieżny uśmiech…
Przemknęło mu przez poszarzałą twarz. „Mów”.
Przez kolejne trzy dni zamienialiśmy mój szpitalny apartament w salę wojenną. Sprowadzono Juliana Crofta, głównego architekta finansowego syndykatu – człowieka, który wyglądał jak profesor z Ivy League, ale miał moralność głodnego rekina. Zaczął analizować każdą księgę rachunkową, każde konto offshore, każde zeznanie podatkowe związane z Ethanem i imperium rodziny Hayesów.
Julian odkrył oszałamiający labirynt defraudacji. Ethan wyprowadzał miliony z Hayes Construction, żeby pokryć ogromne długi hazardowe i finansować swój nielegalny styl życia z Khloe.
Ale finansowa ruina to nie wszystko. Potrzebowałem dostępu do jego cyfrowego śladu. Potrzebowałem jego duszy na dysku twardym.
„Wracam do rezydencji” – oznajmiłem czwartego dnia, przyjmując kule od Marca.
Leave a Comment