Nie uderzyłem go więcej. Nie musiałem. Użyłem narzędzi mojego fachu: braku snu, wyczerpania fizycznego i psychicznej dekonstrukcji.
„Czy to łza, szeregowy?” – krzyknąłem, gdy szorował korytarz. „Płaczesz? Twoja żona nosi twoje dziecko, nosi przyszłość twojego rodu, a ty płaczesz, bo bolą cię kolana?”
„Bolą mnie plecy” – jęknął Derek, a pot kapał mu z nosa.
„Bolą cię plecy?” Kopnąłem w wiadro, ochlapując wodą jego drogą koszulkę gracza. „Od nowa! Od góry do dołu! Szybciej!”
Szorował. Płakał. Posprzątał kuchnię, łazienkę, salon.
Sarah obserwowała z kanapy. Początkowo była przerażona. Patrzyła na drzwi, czekając na policję, czekając, aż Derek wybuchnie. Ale z upływem godzin coś się zmieniło.
Patrzyła na swojego męża – mężczyznę, który terroryzował ją swoimi nastrojami, który sprawiał, że czuła się mała i słaba – zredukowanego do bełkoczącego bałaganu przez sześćdziesięcioletniego mężczyznę z chorym biodrem.
Widziała w nim to, kim był: tyranem. A tyrany to tchórze, otuleni głośnym hałasem.
Uroki strachu zaczęły pryskać.
Około 20:00 Derek upadł w kuchni. Teraz szlochał otwarcie.
„Nie mogę” – szlochał. „Nie mogę już. Proszę”.
Spojrzał na Sarę błagalnym wzrokiem. „Kochanie, powiedz mu, żeby przestał! On jest szalony! Pomóż mi!”
Sarah powoli wstała. Podeszła do miejsca, gdzie leżał na linoleum. Spojrzała na ojca, stojącego sztywno i beznamiętnie. Potem spojrzała na męża.
Po raz pierwszy od lat jej głos nie drżał.
„Pominął jedno miejsce, tato”.
Derek zamarł. Spojrzał…
Spojrzał na Sarę, a na jego spoconej twarzy malowały się emocje zdrady i szok. W tej chwili zdał sobie sprawę, że ją stracił. Strach, na którym polegał, zniknął.
A kiedy narcyz traci kontrolę, staje się niebezpieczny.
„Ty suko!” krzyknął Derek.
Leave a Comment